Przeżywamy ostatnie wydarzenia życia Jezusa. Jak w greckim dramacie, tak i w tych szczególnych dniach Wielkiego Tygodnia, niezależne od siebie motywy zaczynają się do siebie zbliżać. Czujemy, jak z godziny na godzinę, gęstnieje atmosfera... Pisze ks. Arkadiusz Wuwer.

Misterium pierwsze: Piotr

Widzimy ich, jak siedzą za stołem. Jest pora wieczerzy. Wokół unosi się zapach ziół i przytłumiony gwar dalekiego miasta. Jeszcze nie wiedzą, że to ich ostatni wspólny wieczór. Planują więc, wspominają, śmieją się zapewne. Z każdą chwilą, jak ciemne chmury gęstnieje jednak przeczuwanie, jakiś dziwny niepokój nie wiadomo skąd. Deszcz słów za chwilę przerwie błyskawica: "Panie, życie moje oddam za Ciebie". To Piotr. Pozostali patrzą z niemym podziwem…

Tylko Jezus wie, że zanim minie ta noc, zanim - zwiastując nadejście świtu - zapieją koguty, Piotr trzy razy go zdradzi... Potem zostanie mu wybaczone. Jednak wiele pustyń będzie musiał przebyć zanim zrozumie wagę wypowiadanych słów i ciężar zawartej w nich odpowiedzialności.

Słowa i odpowiedzialność w moim życiu. Ileż ich już było! Solennych zapewnień, deklaracji, obietnic i przyrzeczeń, ślubów, przysiąg i postanowień. Tych wszystkich powtarzanych na serio romantycznych słów: o wierności aż po grób, o miłości większej niż śmierć. Szeptanych do ucha we wiosennych parkach i deklarowanych przed ołtarzem w rytmach weselnego marsza. Słów, w których oddawałeś wszystko, chciałeś umierać dla kogoś… Przysiąg składanych Bogu, kochanym, sobie… Gdzie są? Jakie wiatry noszą je po świecie? Ilu ludziom wolałbyś dzisiaj nie patrzeć w oczy, by uniknąć tego, co Piotr zobaczył w oczach Jezusa: gęstszego niż mrok bezgwiezdnej nocy smutku oszukanej miłości…

Spróbuj dzisiaj wziąć sobie wolne od radia i telewizji. Zostaw na kilka dni filmy i najnowsze kompakty. Wydobądź się spod tej góry trocin i sieczki, jaką codziennie mielą we wszystkich mediach, a która wypełnia niepostrzeżenie twoje wnętrze. Zatęsknij za pustynią. Cichą, ogromną i bezludną. Tą, która jest w tobie. To na niej Chrystus pokonał szatana - władcę kłamstwa. Na niej nauczysz się ważyć i szanować słowa. Odszukaj w myśli, w sercu albo w dalekim mieście tych, których poraniły twoje złamane przyrzeczenia. Przytul ich swoją modlitwą, ogrzej pamięcią. Proś o wybaczenie... Wtedy nie będziesz musiał obawiać się porannego piania kogutów.

Misterium drugie: Judasz

Jakże go rozumiem, tego Judasza… Jak do mnie podobny! Ambitny, rzutki, przedsiębiorczy, kreatywny. Nigdy nie traci głowy: chłodny i rzeczowy. Potrafi okiełznać emocje. Analityk o dobrym smaku. Znawca giełd, światowych trendów, jak też aktualnych kursów walut. (Jedynie on znał cenę perfum, które Maria wylała na stopy Jezusa. Gdyby te zmarnowane 300 denarów zainwestować w obligacje…). I przekonany, że nikt go nie docenia. To stąd ten kiełkujący powoli, złowrogi plan.

Na krótko połączyło ich spojrzenie, gdy przy wspólnym stole dzielili się chlebem. W zagęszczonych trzech zdaniach zawarła się porcja grozy, jakiej Steven King nigdy nie wymyśli: "Jeden z was mnie zdradzi". "Ja, Panie?". "Tak, ty". Wtedy, zraniony niesprawiedliwym - jak sądził - osądem, wzburzony i pewny swych racji, nie wierzył jeszcze, że może umrzeć. Gdy już kołysała się obciążona ciężarem jego ciała gałąź - nie mógł uwierzyć, że można było tak żyć… Może nie potrafił (wstydził się) kochać, wzruszać się i zachwycać. Uważał, że nie wypada przytulić żony, wziąć dzieci na kolana. Chodzących do świątyni miał za leni, darmozjadów i głupców marnujących czas. Nie rozumiał, że w rodzącym się chrześcijaństwie, że w całym życiu, tak naprawdę wszystko jest inaczej. Nie chodzi wcale o to, by mieć, dorobić się, zgromadzić, ale żeby opuścić, z klasą pozostawić. Wszystko. Młodość, przyjaciół, zdrowie, życie nawet… Zdobyć wolność od rzeczy, miejsc, ludzi, od siebie samego. Że tu błogosławieni są niezaradni i pokorni, prześladowani dla sprawiedliwości i ci, co mają czyste serce. Szczerze zachwyceni Bogiem, który z miłości zrobił to samo - "ogołocił samego siebie i stał się sługą ludzi".

Dlatego "jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!". Bądź wyzwolony, wolny, aż po śmierć, nagą na krzyżu. Może warto, zamiast danych do CV, zbierać głupstwa: osuszone łzy, wzbudzone uśmiechy. Kolekcjonować słowa pełne wzruszeń, życiorysy, w które udało się wpisać pokój. Bo każdego dnia rośnie w tobie drzewo. Podlewasz je swoimi decyzjami, ogrzewasz miłością, pieścisz wiatrem dobra. Co z niego wyrośnie? Z tego drzewa życia. Stół dla twoich wnuków? Polana na ognisko, które ogrzeje zmarzniętych? Krzyż na nieskończoność? Czy tylko złowrogi wicher zakołysze o zmierzchu obciążonym, suchym konarem? Ten cień za oknem to, nieśmiały jeszcze, anioł zmartwychwstania. Czeka, by cię dotknąć swoimi skrzydłami.

Misterium trzecie: Jezus

Jezus już wie, że umrze. Jutro. O trzeciej po południu. Gdy miasto budzić się będzie z poobiedniej drzemki. Właśnie będą kupować pęki żółtych tulipanów albo odbierać dzieciaki z przedszkola. Będą czekać w kolejce do dentysty, grzać się w promieniach wiosennego słońca, myć okna przed świętami, gdy z miłości do nich Bóg będzie umierał. Dopiero na brzegu życia oddziela się to, co istotne, od plew, które na zawsze pochłonie czarna toń studni zapomnienia. W ten ostatni wieczór, przed uczniami zgromadzonymi za stołem, Jezus otwiera - rzeźbiony przez całe życie - tryptyk swojego testamentu.

Skrzydło lewe tryptyku to miłość. Nowe przykazanie. Bo z miłości rodzi się zachwyt i pokój. I radość. Wolność też ma w niej swoje źródła. Kochać - szczerze i do końca, naiwnie trochę i bez kalkulacji. Uczynić z niej jedyny motyw życia, decyzji, planów. Wytrwale wyrywać chwasty nienawiści. Kochać, to znaczy żyć tak, że już bardziej nie można. Jak On, który "do końca ich umiłował".

Prawe skrzydło to służba. Miłości nie zatrzymuj dla siebie i garstki przyjaciół. Strzeżona w zamkniętym sercu przestaje być sobą. Jej miarą jest służenie ludziom: rozdawanie czasu, pieniędzy i siebie. Na przekór ironicznym uśmiechom, złośliwym uwagom. Każdego dnia wylęknieni i smutni, samotni, bez perspektyw, z nadzieją w oczach pytają o ciebie. I tylko zdumienie, gdy to, co dane powraca - pomnożone. Służyć więc, jak On, który "umył uczniom nogi".

A w środku tryptyku eucharystia - na pamiątkę i dla przypomnienia. Bez niej miłość się starzeje, służba - zrutynieje. To dlatego co niedzielę należy siadać z Jezusem za stołem Wieczernika. "Bierzcie wszyscy ten chleb - to jest Ciało moje". Dzielcie się nim i jedzcie, by pamiętać skąd jesteście i dokąd zmierzacie. Byście nie zapomnieli o miłości i służbie - jedynych rzeczach mocniejszych niż śmierć. W tym Chlebie jest źródło siły, która pozwala żyć, cierpieć, umierać.Za chwilę zgasną świece, pociemnieją witraże, opustoszeje kaplica. I tylko ten ołtarzowy tryptyk od dwóch tysięcy lat będzie świecił swym spokojnym, mądrym blaskiem. Tylko on nadaje sens: życiu, śmierci, wiośnie, uśmiechom dzieci i żółtym tulipanom.

Nadzieja

Wielkanoc to nadzieja. Dwa słowa stworzone jedno dla drugiego. Jedno zawiera drugie. Nadzieja drży w płatkach wiosennych kwiatów, które wypełniają grób Jezusa, migoce w płomieniach paschalnych świec. Jeszcze tylko kilka dni i zdarzy się cud. Jezus powstanie z martwych. Jeszcze tylko kilka, kilkadziesiąt lat. I zdarzy się cud. Z martwych wstanę. Na pewno.

Wiemy już, że całe nasze życie jest jedynie znakiem, symbolem tego piękna, którego "ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy go miłują", a co rozpocznie się w dniu naszej śmierci... Bo przecież "jeśli Jezus zmartwychwstał - to i my zmartwychwstaniemy". Dlatego "radujcie się, choć teraz musicie doznać nieco smutku z powodu różnorodnych doświadczeń..." - proszę słowami apostoła Pawła. Radujcie się - pierwsze i ostatnie słowo tej historii należy do Boga, który jest Miłością. Na pewno.



Czytaj także

    Komentarze (1)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    AAK (gość)

    Bóg zesłał na ziemię samego siebie, pod postacią syna, aby męką na krzyżu, wybłagać u boga czyli u siebie, wybaczenie za grzechy dla ludzi. Na takiej paranoi, kościół katolicki jedzie już od 2000lat, a od 15 z górą lat finansuje się z dziadowsko biednego budżetu Polski, poprzez wypłaty w oświacie, wojsku, więzienictwie, służbie zdrowiu i "bóg" tylko raczy wiedzieć gdzie jeszcze (1,5mld zł rocznie). Może czas zacząć myśleć i skończyć z tą paranoją?