Premier Donald Tusk był wczoraj bezlitosny - dokonał wielkich zmian w składzie rządu, chce pozbyć się Mariusza Kamińskiego z CBA

Premier Donald Tusk był wczoraj bezlitosny - dokonał wielkich zmian w składzie rządu, chce pozbyć się Mariusza Kamińskiego z CBA (© fot. Marcin Obara.)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Stało się. Na fali afery hazardowej z rządowymi fotelami żegnają się wszyscy ministrowie, którzy źle kojarzą się w jej kontekście: minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, wiceminister gospodarki Andrzej Szejnfeld i osoba numer dwa w partii wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna, który teraz stanie na czele klubu PO.

- Bez zaufania trudno sobie wyobrazić władzę, którą zaakceptowaliby obywatele. Nie mogę dopuścić, żeby rząd od rana do wieczora zajmował się obroną dobrego imienia ministrów - uzasadniał te odejścia Tusk.

Afera hazardowa okazała się jednocześnie końcem epoki legendarnego już dworu Tuska w jego rządzie. Poza Mirosławem Drzewieckim i Schetyną, którzy należeli do nieformalnej grupy decydującej w PO, ze stanowiskami ministerialnymi w kancelarii premiera żegnają się szef gabinetu politycznego Sławomir Nowak, rzecznik rządu Paweł Graś i minister Rafał Grupiński.

Skąd akurat te dymisje? Tusk tłumaczył, że to celowe przegrupowanie sił: ministrowie mają wesprzeć Schetynę w boju z PiS i CBA, jaki Platformę czeka w parlamencie. W rzeczywistości kulisy ich są inne. - To dramat, który na dobre mógł poróżnić dwóch przyjaciół, Tuska i Schetynę. Duże emocje, a w tle rozgrywki polityczne ludzi obu polityków - taki obraz ostatnich 24 godzin poprzedzających ogłoszenie zmian w rządzie wyłania się z relacji osób z otoczenia obu polityków. Jednym z rozgrywających miał być właśnie Nowak. I to za grę przeciw Schetynie zapłacił odsunięciem od rządu.

Negatywną atmosferę wokół Schetyny niechętni mu współpracownicy Tuska mieli tworzyć od poniedziałku. Tego dnia Tusk podzielił się z kilkoma osobami informacją, że Schetyna będzie musiał odejść, i konsultował się w sprawie ewentualnego zastępstwa na fotelu szefa MSWiA. Z samym wicepremierem premier rozmawiał o tym scenariuszu we wtorek. Schetyna miał się wstępnie zgodzić na odejście dla dobra PO na odcinek sejmowy. Wspólnie dogadywali, jak Tusk uzasadni ten ruch. - Nie chodzi o aferę hazardową tylko o ciężką sytuację , w jakiej znalazła się partia po niej - miał brzmieć wstępnie przekaz. Do rozmowy obaj politycy mieli wrócić po powrocie Schetyny z telewizji, gdzie miał zaplanowany wywiad. Jednak jadąc do studia wicepremier dowiedział się, że jego dymisja został już ogłoszona. Podały to "Fakty" TVN, powołując się na źródła z kancelarii. Za przeciekiem miał stać właśnie Nowak. - Schetyna wściekł się na dobre i zaczęły się dramatyczne rozmowy - relacjonuje osoba z otoczenia Tuska. Ostatecznie Schetyna zgodził się odejść do klubu PO ale warunkiem miało być wyrzucenie Nowaka z rządu. Tak też się stało.





Donald Tusk robi w rządzie i Centralnym Biurze Antykorupcyjnym rewolucję październikową


Trzęsienie ziemi w rządzie. W związku z aferą hazardową premier Donald Tusk usuwa z rządu wicepremiera i szefa MSWiA Grzegorza Schetynę, ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumę, wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda. Z jego gabinetu muszą odejść także szef gabinetu politycznego Sławomir Nowak, rzecznik rządu Paweł Graś oraz szef doradców premiera Rafał Grupiński. Jednocześnie premier rozpoczął procedurę odwołania szefa CBA Mariusza Kamińskiego.

Odwołani przez premiera ministrowie wracają teraz do Sejmu, by - jak mówi premier - walczyć o prawdę. Grzegorz Schetyna ma zostać szefem klubu parlamentarnego PO. - Nowak i Graś mają mu pomagać - mówił wczoraj premier.

Wczoraj Tusk odmówił podania personaliów ich następców. Ostateczny skład zrekonstruowanego rządu mamy poznać w poniedziałek. Pierwsze przymiarki jednak już są. Kandydatem na nowego ministra spraw wewnętrznych i administracji jest wojewoda krakowski Jerzy Miller. On sam twierdzi, że na razie nikt z nim na ten temat nie rozmawiał. W kandydaturze Millera jest jedno pytanie: w opinii polityków PO nie jest on tak zaufanym politykiem, by Tusk powierzył mu jednocześnie tekę wicepremiera. Według jednego ze scenariuszy, jaki się pojawia, ta trafi więc do innego członka rządu. Którego? Słychać, że premier wicepremierem uczyniłby chętnie Michała Boniego. Jednak żaden ze zwolnionych resortów nie pasuje do jego kompetencji. Na razie, na okres przejściowy, MSWiA pokieruje jeden z zastępców Schetyny - Tomasz Siemoniak. Z kolei po dymisji Andrzeja Czumy obowiązki szefa resortu sprawiedliwości obejmie dotychczasowy wiceminister Krzysztof Kwiatkowski, senator PO, niegdyś najbliższy współpracownik premiera Jerzego Buzka. Co więcej, mówi się, że nie będzie to tylko tymczasowe przejęcie obowiązków. Kwiatkowski może zostać ministrem sprawiedliwości docelowo. I w końcu kancelaria premiera. Mówi się o wejściu do niej byłego ministra łączności w rządzie Hanny Suchockiej Krzysztofa Kiliana, którego kandydatura pojawia się też w kontekście resortu sportu. Pochodzący z gdańskiego otoczenia Tuska, Kilian razem z byłym premierem Janem Krzysztofem Bieleckim to osoby z którymi premier, szczególnie po wybuchu afery hazardowej, intensywnie się konsultował. Według naszych informacji, Tusk rozważa też ściągnięcie do swojej kancelarii krakowskiego posła Jarosława Gowina.

Wypowiadając się na temat odwołania Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA, premier stwierdził:

- Doszło do nadużywania służby CBA przez jej szefa. Wyjaśnimy to. Dlatego podjąłem decyzję o wszczęciu procedury odwołania Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA. Donald Tusk powiedział także, że do końca tygodnia procedura ta powinna zostać wyczerpana.

Kilka godzin później na stronie Centralnego Biura Antykorupcyjnego pojawiło się oświadczenie jego szefa Mariusza Kamińskiego: "(...) Wyrażam głębokie ubolewanie i zaniepokojenie, że skuteczne działania CBA nie znalazły akceptacji Prezesa Rady Ministrów i są rzeczywistym powodem mojego odwołania. Przez dwa lata mojej współpracy z Donaldem Tuskiem zawsze traktowałem go jako Premiera mojego Państwa. Dzisiaj przekonuję się, że jest On jedynie liderem partii politycznej (...)" - napisał Kamiński.

Donald Tusk nie szczędził wczoraj cierpkich słów pod adresem Kamińskiego. - Jest hipokryzją ukrywanie, że PiS przy pomocy CBA atakuje PO - mówił. Podkreślał, że PiS wykorzystuje CBA, a Mariusz Kamiński użył wszelkich możliwych środków operacyjnych przeciw przeciwnikom politycznym. Zdaniem premiera działania CBA były przeprowadzone na polityczne zamówienie PiS i były uderzeniem skierowanym w rząd. Nie bez znaczenia dla wczorajszych oskarżeń kierowanych przez premiera Tuska pod adresem Mariusza Kamińskiego jest także atak, jaki ten drugi przeprowadził na premiera. Na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej szef CBA oskarżył premiera, że ten niewiele zrobił w sprawie wyjaśnienia afery hazardowej, zasugerował także delikatnie, że doprowadził do przecieku.

Jednak droga do usunięcia Mariusza Kamińskiego ze stanowiska szefa CBA wcale nie jest prosta. Premier musi zasięgnąć opinii prezydenta, sejmowej komisji ds. służb specjalnych oraz kolegium ds. służb. - Opinie te, choć konieczne, nie są dla premiera wiążące - tłumaczy poseł Zbigniew Wassermann, członek komisji ds. służb specjalnych. Ustawa o CBA nie precyzuje, w jakim terminie wszystkie trzy organy muszą przedstawić swoje stanowisko, choć powinny to zrobić "niezwłocznie". Poseł Wassermann przewiduje, że wniosek premiera Tuska o odwołanie Mariusza Kamińskiego pojawi się na komisji ds. służb jeszcze dzisiaj.

- Podobne procedury obowiązują podczas powołania nowego szefa CBA - mówi poseł Wassermann. Premier Donald Tusk będzie musiał poczekać na opinię prezydenta, komisji ds. służb specjalnych i kolegium ds. służb. Ale podobnie jak w przypadku procedury odwoławczej, opinie tych organów nie są wiążące. Inaczej mówiąc, nawet jeśli nowy kandydat nie spodoba się prezydentowi, premier i tak będzie mógł powołać go na stanowisko szefa CBA.

Pytanie, jakich argumentów użyje w swoim wniosku o odwołanie Kamińskiego Donald Tusk. Warunki, w jakich może się zmienić szef CBA, są restrykcyjne. Bo może to nastąpić wtedy, gdy on sam zrezygnuje z zajmowanego stanowiska, zrzeknie się obywatelstwa polskiego lub nabędzie obywatelstwo innego państwa.

Mógłby to także uczynić w przypadku niewykonywania przez szefa CBA obowiązków z powodu choroby trwającej nieprzerwanie ponad trzy miesiące. Inne powody to: skazanie prawomocnym wyrokiem sądu za popełnione umyślnie przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub przestępstwo skarbowe oraz utrata z mocy wyroku sądowego praw publicznych (Kamiński ma wprawdzie postawione zarzuty przekroczenia uprawnień i kierowanie bezprawnymi działaniami podległych mu służb, ale brak wyroku w tej sprawie). Szefa CBA można też odwołać, gdy jego postępowanie jest sprzeczne z prawem lub rażąco narusza on obowiązki zawodowe.

- Nie wiem, na jakiej podstawie premier Donald Tusk zamierza odwołać pana Kamińskiego ze stanowiska szef CBA, bo nie ma do tego żadnych formalno-prawnych powodów - zauważa Aleksander Szczygło, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Konstanty Miodowicz z PO nie ma jednak wątpliwości, że "etyczna nieskazitelność" szefa CBA została poddana w wątpliwość.

- Na człowieku, który ma stać na straży praworządności, ciążą bardzo ciężkie zarzuty - podkreśla poseł Miodowicz. A szef CBA, według ustawy, musi "wykazywać nieskazitelną postawę moralną, obywatelską i patriotyczną". - Nie może być tak, że CBA to państwo w państwie. Mariusz Kamiński podlega bezpośrednio premierowi i chyba nie jest normalne, żeby pracownik zwołuje konferencję prasową i podważa na niej wiarygodność swojego szefa - dodaje poseł Janusz Zemke z SLD.

Wiele wskazuje jednak na to, że Mariusz Kamiński nie zamierza łatwo składać broni. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, chce odwołać się od decyzji premiera do sądu, podnosząc, że jest ona bezpodstawna. Jego szanse nie są zerowe, tym bardziej że już wczoraj pojawiły się informacje, iż wniosek premiera zawiera błędy formalne. Między innymi brak w nim uzasadnienia przyczyny odwołania szefa CBA, co powinno być podstawą wniosku. Jest też inna możliwości. - Z Kamińskim odejdą jego wszyscy zastępcy i szefowie delegatur, a to sparaliżuje pracę Centralnego Biura Antykorupcyjnego - przewiduje Joachim Brudziński z PiS.

Na razie nie wiadomo, kto miałby zastąpić na stanowisku szefa CBA. Pojawia się kilka nazwisk, m.in. Adama Rapackiego i Marka Biernackiego, byłego szefa MSWiA.






Platforma wymaga odświeżenia


Z szefem gabinetu premiera Sławomirem Nowakiem rozmawia Lech Parell


Sześciu ministrów to sporo na jeden raz. Kiedy premier o tym zdecydował?

To był wariant, o którym rozmawialiśmy od ładnych paru dni. Premier musiał wyjaśnić opinii publicznej całość sytuacji. Choć - jak mówił na konferencji prasowej - i do Grzegorza Schetyny, i Andrzeja Czumy ma pełne zaufanie i jest pewien ich roli.


Co pan ma wspólnego z aferą hazardową, że musi pan odejść?

Nic. I nie można tak stawiać sprawy, bo nawet Grzegorz Schetyna, nie ma z nią nic wspólnego poza tym, że był wymieniany przez tych dziwnych panów w ich rozmowach.


To, dlaczego premier zwalnia aż trzech swoich najbliższych współpracowników z Kancelarii, w tym Pana?

Nasz zespół "premierowski", najbliższych współpracowników - stwierdziliśmy to wspólnie - musi dać silniejsze wsparcie polityczne w klubie parlamentarnym i w Sejmie. Tam będzie się toczyła główna batalia, która została nam wytoczona.


Odchodzi Pan, żeby zostać szefem komisji śledczej?

Ja na razie nie widzę siebie w tej roli, ale zostawiam to do decyzji premiera. Poczekajmy zresztą do rozstrzygnięć parlamentarnych, komisja jeszcze nawet nie powstała!


A jak szybko powstanie?

Procedura ruszy zapewne od najbliższego posiedzenia Sejmu, ale nikt nie może nikogo tutaj poganiać. Zanim to się stanie potrzebne będą opinie CBA i prokuratury, czy to nie utrudni śledztwa. Potem odbędą się konsultacje z klubami.


Czy komisja coś wyjaśni?

Dotychczasowe doświadczenia komisji śledczych, nie są zbyt zachęcające. Ale jesteśmy za jej utworzeniem i oczekujemy, że wyjaśni ona całość kontekstu hazardowego w polskim parlamencie od lat 90. Oraz da odpowiedź na fundamentalne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa pytanie o rolę CBA w tej sprawie. Bo co do tego, że była to polityczna prowokacja i używanie CBA do próby zmiany wyników wyborów w demokratycznym państwie, nie może być żadnych wątpliwości. Komisja musi powstać, bo chcemy pokazać, że my nie mamy nic do ukrycia.


Jaka jest teraz sytuacja w Platformie Obywatelskiej?

Zwarliśmy szeregi, ta sytuacja przypomniała nam z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia.


"Wzmacniacie" klub parlamentarny i partę. Czy to oznacza, że zastąpią zmiany na stanowiskach?

To jest pytanie do premiera.


Przydałyby się takie zmiany, pana zdaniem?

Odświeżenie wewnętrzne i wzmożona mobilizacja są niezbędne. Przede wszystkim musimy chronić wielki projekt modernizacyjny Polski, na którego czele stoi premier. Partia i klub parlamentarny muszą się maksymalnie zmobilizować.






To powrót do czasów afery Rywina


Z Joachimem Brudzińskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mira Suchodolska


Premier rozpoczął procedurę odwołania Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA. Pan Kamiński powinien tak po prostu odejść czy walczyć o stanowisko?

Muszę powiedzieć, że argumenty premiera co do powodów odwołania Mariusza Kamińskiego kompromitują państwo i są wyrazem jego psucia. To powrót do czasów afery Rywina, kiedy zwalniano z funkcji ludzi walczących z patologią. To powrót do afery starachowickiej, kiedy od najważniejszych urzędników państwowych szły przecieki do przestępców.


Nie rozumiem, co kompromitującego znalazł pan w argumentacji premiera.

To całe jego przemówienie to była akcja propagandowa, kilkanaście razy powtórzył słowo zaufanie, taka mowa-trawa. Tylko konkluzja była jasna: "Idziemy na wojnę". Szkoda, że stroną w tej wojnie jest CBA - lekarz, który odkrył chorobę, a w efekcie tego poległ. Nie może być tak, aby ludzie walczący z korupcją byli karani za to, że znajdą jej objawy.


Jakie pan teraz przewiduje scenariusze zdarzeń?

Mój scenariusz jest taki: Donald Tusk poprzez wiernych druhów, kolegów z wojska i biesiad, spróbuje podjąć działania osłonowe wobec komisji śledczej. Nie mógł zablokować jej powstania, bo zostałoby to fatalnie przyjęte przez społeczeństwo, ale można się spodziewać, że będzie chciał zablokować jej działania, powsadzać tam swoich ludzi, a wyciąć opozycję, po prostu urządzi zwyczajną platformerską jatkę.


Co będzie dalej z CBA?

Jeśli Donald Tusk będzie oceniany przez historię, to nie mam najmniejszej wątpliwości, że najciemniejszą, najbardziej haniebną kartą napisaną przez niego będzie wyrzucenie Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa CBA, a tym samym doprowadznie do paraliżu tej instytucji. Bo nikt chyba nie ma złudzeń, że nowy szef nie będzie zainteresowany tym, aby patrzeć na ręce ludziom Tuska? Tymczasem właśnie CBA było instytucją, która miała przywrócić ład moralny w Polsce, uczciwe kontakty na drodze urzędnik-obywatel. I miała na tej drodze więcej sukcesów, niż jakakolwiek agenda państwowa wcześniej.


Zostaną ludzie przyjęci za czasów Kamińskiego?

Jego zastępcy już zapowiedzieli dymisje, nie mogą zostać, kiedy ich szefa potraktowano w tak haniebny sposób. Z tego co wiem, możliwość podania się do dymisji poważnie rozważają również szefowie delegatur CBA. I jeszcze raz powtórzę: najgorsze, jeśli chodzi o Donalda Tuska, to nie jest nawet to, że nie radzi sobie z kryzysem, ale to, że doprowadził do paraliżu CBA. To jego kara za to, że patrzyło ludziom Platformy na ręce.


Teraz wiele zależy od prezydenta, który musi zaopiniować dymisję Kamińskiego.

Prezydent RP to profesor prawa, w dodatku specjalista od prawa pracy. Myślę więc, że nie będzie miał problemu z tym, co odpowiedzieć magistrowi historii. Nie sądzę też, aby premier Tusk był równym partnerem w tej dziedzinie. Nawet ja wiem, że trudno mu będzie odwołać szefa CBA tylko na podstawie utraty zaufania, prawo tego nie przewiduje.


Kto może zostać następcą Mariusza Kamińskiego?

Odpowiem złośliwie, ale kierując się pewną logiką obsadzania stanowisk przez Tuska: skoro Grzecho został szefem klubu PO, najlepszym szefem CBA będzie Zbycho, który zwolnił stołek Grzechowi.





Tusk nie straci


Z prof. Januszem Czapińskim, psychologiem społecznym, autorem "Diagnozy Społecznej", rozmawia Agaton Koziński


Z właśnie opublikowanej "Diagnozy Społecznej 2009" wynika, że Polacy przeszli przez kryzys suchą stopą. Odbije się na nas kryzys polityczny?

Rzeczywiście, kryzysu finansowego Polacy nie zauważyli. Słuchali rozmaitych prognoz, ale traktowali je jako osobny świat. Podobnie podchodzą zresztą do polityki. Na kłopoty Tuska czy innych czołowych polityków PO patrzą jak na fikcję literacką.


Czyli polityka i codzienne życie to dwa światy, które nie mają ze sobą nic wspólnego?

Dokładnie tak. Pytamy w "Diagnozie Społecznej" Polaków, od kogo zależy ich życiowy sukces. Ci, którym się powiodło, mówią, że od nich samych. Tylko część tych, którzy ponieśli porażkę, wskazuje na władzę. Spada procent Polaków, którzy widzą związek między tym, co robią władze, i własnym życiem. Wiele zależy od decyzji rządu, jeśli chodzi o jakość naszego życia, ale coraz rzadziej to dostrzegamy. Nie widzimy związku między awanturami politycznymi, a własnym życiem. Wraz ze wzrostem wykształcenia Polacy coraz umiejętniej grają w grę ja - państwo. Umieją spaść na cztery łapy niezależnie od tego, jakie haki na nich państwo wymyśli. Coraz słabszy związek wynika stąd, że Polacy wierzą w swoje umiejętności ogrywania polityków - dlatego wszystkie awantury polityczne oglądają jak kiepski serial.


Czy teraz, gdy zarobki przestały nam rosnąć, nie zaczniemy widzieć polityki jako dziedziny mającej realny wpływ na nasze życie?

Tak będą patrzeć tylko ci, którym się powinęła noga - oni winę będą zwalać na rząd. Ale dzisiaj nie będzie ich tylu, co w 2003 r., kiedy stopa bezrobocia wynosiła 20 proc. Wzbogaciliśmy się i mamy oszczędności.


Na aferze hazardowej Polacy nie tracą. Czyli ta afera to tylko telewizyjna bajka?

Owszem - ale w tej bajce o ogromną stawkę grają partie polityczne. One walczą o wiarygodność. Polacy i tak wiedzą, że w każdym ugrupowaniu są szalbiercy i złodzieje. Tyle że, jak wykazuje "Diagnoza", uczciwość wcale nie jest bardzo ważną cechą w naszej hierarchii wartości.


Polacy tolerują kłamstwo?

Traktują je relatywnie. Od sąsiada oczekują, by był nieskazitelny, ale sami potrafią się rozgrzeszyć, gdy zrobią coś nie tak. Polacy wybaczyliby Drzewieckiemu i Chlebowskiemu, gdyby ich Kamiński nie złapał za rękę. Bo w Polsce można być nieuczciwym - zwłaszcza jeśli tę nieuczciwość się uzasadni na przykład tym, że potrzeba nam pieniędzy na operację za granicą. Albo udowodni się, że kiedyś skrzywdziło nas państwo i teraz odbieramy co nasze. Ale nie można dać się złapać.


Dlatego Tusk musiał zdymisjonować Chlebowskiego, Schetynę i innych.

Polacy oczekują, by Tusk był twardy i konsekwentny. Ale zaufania do niego nie stracili. Nikt go nawet nie podejrzewa, by mógł być uwikłany w tę aferę. Poza tym Tusk wykazał się niewiarygodną umiejętnością zarządzania podczas kryzysu. To Polacy doceniają. Jeśli teraz straci kilka punktów, to ma z czego. Musiał jednak dokonać roszad w rządzie. Głównie dlatego, by pokazać Polakom nową ekipę - która zasługuje na takie samo zaufanie, jakim on jest obdarzany.


Ma jeszcze Tusk szansę na prezydenturę?

Nawet gdyby zdradził żonę, to byłby najpoważniejszym kandydatem do prezydentury.


Nic mu nie zaszkodzi?

Nic, gdyż nauczyliśmy się żyć we współczesnych czasach i coraz bardziej nam się podobają, a Tusk te czasy uosabia. Tak będzie jeszcze przez 10 lat. Wtedy skończą się proste rezerwy, zaczną decydować inne czynniki, m.in. więzi społeczne. Z tym jest fatalnie, czego dowodzi "Diagnoza". I nic nie wskazuje na to, by to się poprawiało.


Powstał raport "Polska 2030", który zakłada budowę społeczeństwa obywatelskiego - ale trudno wcielać go w życie, gdy wali się rząd.

Mimo tych kłopotów ministrowie mogą pracować. Problem w tym, że nie podejmują programów reformatorskich. Oni tylko zarządzają.


Polacy tego nie oczekują - przecież na politykę patrzą jak na operę mydlaną.

Nie dostrzegamy też związku między zaniechaniem reform a tym, jak będzie wyglądała nasza osobista przyszłość. Polacy są inteligentni, twardo stąpają po ziemi, ale wyobraźni politycznej im brakuje.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!