Dla przeciętnego kibica boksu, czy w ogóle sportu, przyszłotygodniowa gala bokserska w Łodzi, podczas której w walce wieczoru zmierzą się Andrzej Gołota z Tomaszem Adamkiem będzie po prostu "tylko" wielkim, telewizyjnym hitem. Wedle wielu raczej show, niż wydarzeniem sportowym, ale jakby tego nie nazywać, oglądalność może być rekordowa.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Dla Polsatu i polskiego rynku bokserskiego, to będzie jednak wejście w inny wymiar. Po raz pierwszy bowiem stacja telewizyjna na taką skalę zajmie się u nas nie tylko wyprodukowaniem sygnału, oprawą telewizyjną, transmisją, ale też całą organizacją imprezy.

Ludzie Zygmunta Solorza organizują wieczór w Łodzi od A do Z. To Polsat płaci gaże, wynajmuje halę, sprzedaje bilety, reklamy na ringu i wokół niego, wreszcie prawa telewizyjne za granicę. A na końcu być może zarobi. Słowem wchodzi "w buty" promotora bokserskiego.

Na świecie, i w Polsce zresztą też, w przygniatającej większości przypadków wygląda to bowiem tak, że promotor organizuje galę, a telewizja "tylko" płaci za prawo do jej pokazania. W USA, jeśli jest to gala z najwyższej półki, widzowie muszą później ekstra dopłacić za możliwość jej obejrzenia. System nazywany jest pay-per-view i jeśli walka cieszy się powodzeniem, staje się prawdziwą maszynką do robienia pieniędzy.

Najwyższy dochód z pay-per-view przyniosło do tej pory starcie z 2007 r. pomiędzy Oscarem De La Hoyą, a Floydem Mayweatherem, które kupiło sobie 2,4 mln gospodarstw domowych, co dało zawrotną sumę 134,4 mln dol. De La Hoya jest też rekordzistą jeśli chodzi o globalną sumę, jaką telewizje zgarnęły na sprzedaży jego walk - w sumie zarobił 610 mln dol., a jego walki kupowano 12,6 mln razy.

Na drugim miejsce jest Mike Tyson - odpowiednio 545 mln USD i 12,4 mln sprzedanych pay-per-view, na trzecim Evander Holyfield - 543 i i 12,6 mln . Te liczby na pewno przemawiają do wyobraźni najbogatszego Polaka Zygmunta Solorza. Oczywiście nad Wisłą zbliżone nawet wyniki są nie do powtórzenia, ale nikt w stacji nie ukrywa specjalnie, że Polsat Boxing Night, bo od teraz tak mają się tam nazywać wielkie telewizyjne show bokserskie, jest wstępem do wprowadzenia systemu pay-per-view.

Może nie za rok, może nie od razu bokserskiego, wcześniej pewnie piłkarskiego, ale gala w Łodzi ma być generalnym testem pomysłu, która zakłada kompleksową produkcję i późniejszą sprzedaż widowiska.

Jeśli uda się zarobić na pierwszej edycji Polsat Boxing Night, będą kolejne. Szef sportu w Polsacie Marian Kmita zdradza, że stacja chce organizować od dwóch do czterech bokserskich show o zbliżonym potencjale. Pytanie tylko, czy to w ogóle możliwe. No bo jaka inna polska walka jest w stanie zainteresować nie tylko zwykłych kibiców, ale też gospodynie domowe, które na co dzień boksu nie oglądają? A tylko wówczas można generować oglądalności na poziomie sześciu, ośmiu, czy może nawet dziesięciu milionów widzów.

Bokserski rekord w Polsacie i w ogóle Polsce padł w 1998 roku. 12 mln ludzi śledzących walkę Andrzeja Gołoty z Timem Whiterspoonem we Wrocławiu, to wciąż jeden z najpiękniejszych snów Solorza i do dziś najlepszy wynik jego stacji.

Dlatego właśnie właściciel Polsatu, marząc o powtórce, nakłonił Gołotę i Adamka do walki. Za ile? To najpilniej strzeżona tajemnica całego przedsięwzięcia. Sumy, jak na bokserski biznes nie powalają jednak na kolana, a oscylują między 150, a 300 tysięcy dolarów na głowę.

- Ale do tego każdy z pięściarzy dostanie 1/3 dochodu, jaki uda się wygenerować z walki - przypomina menedżer i przyjaciel obu pięściarzy, Ziggy Rozalski.

- Budżet całej imprezy zamknie się kwotą 2-3 mln złotych. Przy takich pieniądzach Roya Jonesa jr. do Polski nie ściągniemy, ale już Evandera Holyfielda, czy Chrisa Byrda tak - mówi Andrzej Wasilewski, który do tej pory produkował polskie gale dla Polsatu. Teraz jest "tyl-ko" jednym z dostawców. W Łodzi będzie walczyć dwóch je-go pięściarzy - Dawid Kostecki i Artura Szpilka. Ten pierwszy z Mateuszem Masternakiem, drugi z Wojciechem Bartnikiem.

Spośród polskich bokserów, którzy mają szansę zaistnieć jako główni aktorzy Polsat Boxing Night można wymienić jeszcze tylko dwóch - Krzysztofa Włodarczyka, ale tylko gdy odzyska pas mistrza świata, i Alberta Sosnowskiego, jeśli ten zdobędzie z kolei mistrzostwo Europy.

Ławka rezerwowych jest więc dość krótka i to jest największa słabość idei Polsat Boxing Night.





Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!