Stacje paliw sprzedawały legalnie olej opałowy, a nabywca, zamiast do pieca, lał go do baku. Państwo uznało jednak, że to stacje powinny ponieść karę choć, to ich klient okazał się oszustem. W 2002 roku nakazano stacjom pobieranie oświadczeń od kupujących, że nie użyją paliwa grzewczego do napędu.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Tymczasem po latach kontroluje się składających oświadczenie, a ci wypierają się zakupu. Stacje paliw dostają karną akcyzę - 2 zł za każdy podejrzany litr oleju opałowego. Wczoraj cierpliwość ukaranych się skończyła. Z całego kraju ruszyli na pikietę przed Kancelarię Premiera.

W tej sprawie grzech pierworodny popełniło państwo. Olej opałowy ma niższą akcyzę, a napędowy - wyższą. Oba różni barwnik i znacznik niższego podatku. Różnica finansowa jest na tyle kusząca, że całe szajki żyją z odbarwiania i sprzedawania oleju opałowego jako napędowego. Śląscy celnicy w Chorzowie do kontroli zatrzymali cysternę. Według dokumentów powinna przewozić olej napędowy.

- Okazało się, że w cysternie znajdował się odbarwiony olej opałowy, w pobranych próbkach paliwa stwierdzono barwnik i znacznik paliwa - mówi Aldona Węgrzynowicz, rzecznik prasowy Izby Celnej w Katowicach.

Tylko w tej jednej sprawie stwierdzono, że do naszych baków trafiło 9 mln litrów odbarwionego oleju za ponad 11 mln zł. Takie praktyki znane są od kilkunastu lat. Państwo znalazło na to sposób. W 2002 r. nałożyło na sprzedawców oleju opałowego obowiązek pobierania od nabywcy oświadczenia o przeznaczeniu go do ogrzewania.

- Nie dano nam jednak narzędzi do weryfikacji danych nabywcy. Nazwisko oświadczającego mogło być dowolne - mówi Wiesław Deć, uczestniczący we wczorajszej pikiecie przed Kancelarią Premiera.

Odbyła się ona dlatego, że państwo kontroluje potem rzekomego nabywcę, składającego oświadczenie. Np. takiego, który w 2005 r. kupił 5 tys. l oleju opałowego i wypisał oświadczenie o użyciu paliwa do ogrzewania. Zeznając w 2008 r. stwierdza, że takiej ilości nie mógł kupić, bo miał zbiornik mieszczący ledwie 2 tys. litrów.

- Złożone przez niego w 2005 r. oświadczenie jest oryginalne, nie kreślone, nie przerabiane. Inspektor daje jednak wiarę zeznaniom po czasie i wlepia akcyzę sankcyjną. Za 3 tys. l sprzedanego oleju opałowego jest to 6 tys. złotych, po 2 zł za każdy litr - mówi Wiesław Deć.

Od marca sprzedawcy oleju mogą już legitymować piszącego oświadczenie. Kary - a kontrole ostatnio wzmożono - są jednak naliczane i twardo egzekwowane nadal od sprzedawcy. Idą w miliony złotych - co prowadzi sprzedawców do bankructwa i bezrobocia wielu osób. Dlatego pojawili się wczoraj z protestem u premiera. Ze sprzedawcami w pełni solidaryzuje się Polska Izba Paliw Płynnych. Uważa ona, że oświadczenia to złe rozwiązanie, niespotykane w Unii Europejskiej. Takie rozwiązanie w finale tworzy niezamierzonych przestępców po dwóch stronach dystrybutora paliw.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!