(© fot. arc)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Gdy ćwierć wieku temu wytyczał nowe drogi na najwyższych szczytach świata, pisano o nim na pierwszych stronach gazet. Czy dziś o Jerzym Kukuczce pamiętać będzie wyłącznie wąskie grono pasjonatów wspinaczki - pisze Michał Wroński

Wiadomość o tragicznej śmierci Jerzego Kukuczki 24 października 1989 roku otwierała wszystkie poranne serwisy radiowe w Polsce. Najwybitniejszy polski himalaista, drugi człowiek na świecie, który zdobył wszystkie czternaście ośmiotysięczników zginął na południowej ścianie Lhotse - góry, od której rozpoczynał kompletowanie "korony Himalajów", ale zarazem góry kapryśnej, trudnej i jakże dla Polaków tragicznej. To tutaj kilka lat wcześniej zginęli Rafał Chołda i Czesław Jakiel. Nikt jednak nie dopuszczał do siebie myśli, że coś może się stać Kukuczce. W środowisku miał opinię niezniszczalnego, a przy tym urodzonego pod szczęśliwą gwiazdą. Gdy wspólnie z Ryszardem Pawłowskim atakowali Lhotse, od szczytu dzieliło ich niespełna dwieście metrów. Wtedy właśnie zerwała się lina. Kukuczka runął w przepaść. Koledzy odnaleźli ciało i pochowali je w lodowej szczelinie.

Dziś pamięć Kukuczki oraz pozostałych tragicznie zmarłych na Lhotse polskich wspinaczy upamiętnia kamienny obelisk, stojący u wejścia do wsi Chuckung. To właśnie tam, na wysokości ponad pięciu tysięcy metrów n.p.m. w połowie października z Celiną, żoną Jerzego Kukuczki oraz jego synem Wojtkiem spotka się przygotowująca dokument o słynnym polskim himalaiście ekipa filmowa ze Śląska. W jej składzie znalazła się Alina Markiewicz, kierownik redakcji sportowej TVS, a prywatnie zapalona wspinaczka, oraz himalaista-filmowiec Dariusz Załuski, który na koncie ma cztery ośmiotysięczniki (m.in. zdobyty wspólnie z Martyną Wojciechowską Mount Everest) i kilka wyróżnień za nakręcone przez siebie filmy o tematyce górskiej.

- Ten film ma być hołdem dla Kukuczki. Gdy zdobył "koronę Himalajów" miałam dwanaście lat i mnóstwo pytań do niego. Postanowiłam przeprowadzić z nim wywiad dla gazetki szkolnej i dopięłam swego. To był dla mnie impuls, który zdopingował mnie do marzeń o karierze dziennikarskiej i wyjeździe w Himalaje - wspomina Alina Markiewicz.

W wyruszającej w poniedziałek wyprawie weźmie udział również rektor i trójka studentów noszącej imię Jerzego Kukuczki Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. To właśnie w tym mieście Kukuczka się urodził i spędził całe dorosłe życie.

- Nepal? Brzmi ciekawie, miło by było pojechać - komentują studenci pierwszego roku AWF-u, którzy przedwczoraj dowiedzieli się zarówno o wyprawie, jak i o tym, że w niedzielę staną na starcie drużynowego "Maratonu Kukuczki". To właśnie wśród jego uczestników zostaną wylosowani ci, którzy pojadą do Nepalu. Gdy patron ich uczelni kończył zdobywanie "korony Himalajów" ich jeszcze nie było na świecie. Być może dlatego wiedzą o nim niewiele, albo nic.

- Kojarzę, to był himalaista. Zginął tragicznie w górach - mówi Aleksandra Biela i spośród ośmiu pytanych przez nas o jakiekolwiek skojarzenia z Kukuczką studentów tylko ona ma coś na jego temat do powiedzenia.

- Szczerze?Zupełnie nie mam pojęcia, kto to był - przyznaje siedzący obok niej 19-latek. Kolejni rozmówcy nie pozostawiają wątpliwości, iż dawny król Himalajów coraz bardziej przegrywa walkę z czasem.

- Wiem, że jest patronem naszej uczelni, ale nic więcej. Alpinista? Korona Himalajów? Nie wiem nawet, co to jest. Może dlatego, że to nie moja dyscyplina - rozkłada ręce Magda.

Żaden z pytanych przez nas studentów nie wspomniał o wytyczanych przez Kukuczkę nowych drogach na ośmiotysięczniki, wielkich polskich wyprawach, zimowych przejściach, ani o podsycanej przez media rywalizacji z Reinholdem Messnerem o tytuł pierwszego człowieka, który zdobędzie "koronę Himalajów". Nic o jego śląskich korzeniach, nic o samej wspinaczce. Mieliśmy pecha trafić na niewłaściwe osoby, czy po prostu smutny znak czasów?

- To kompromitujące, ale niestety tak właśnie będzie. To efekt nawarstwiania się dwóch zjawisk: jest coraz więcej dyscyplin, zawodów sportowych i medalistów, a w konsekwencji mamy taką karuzelę nazwisk i osiągnięć, jakiej jeszcze nie było. Z drugiej strony pamięć młodych jest coraz krótsza - komentuje socjolog, dr Krzysztof Łęcki. Jak dodaje, jedynym sposobem na to, by nie pozwolić odejść w zapomnienie takim postaciom jak Jerzy Kukuczka jest umiejętne podtrzymywanie mody na uprawiane przez nich dyscypliny.

- Albo będziemy od nowa tworzyć PR tym, którzy już odeszli na zawsze, albo będziemy przeżywać takie zaskoczenia - ocenia.

Modę na himalaizm kreować jednak trudno. Trwające nieraz miesiącami wyprawy na ośmiotysięczniki ciężko jest sprzedać w mediach. Wszystko dzieje się w górach zbyt wolno, aby mogło stanowić konkurencję dla biegu na 100 metrów, czy finału piłkarskiej Ligi Mistrzów.

A w Himalajach - mimo wszelkich technologicznych udogodnień, które już trafiły na wyposażenie wspinaczy - akcji przyśpieszyć się nie da. Nie pozwoli na to natura - wystarczy przypomnieć kierowaną przez Artura Hajzera tegoroczną, zimową wyprawę na ośmiotysięcznik Broad Peak w Karakorum. Wspinacze przez blisko dwa miesiące czekali na choćby kilka dni pogody, które dawały realne szanse ataku na szczyt. Nic z tego. Wrócili z niczym, a Hajzer stwierdził, iż największym ich sukcesem było to, że w ogóle przetrwali.

A zatem nie ma się co łudzić - tak sam himalaizm, jak i jego najwybitniejszy polski reprezentant w rankingach popularności nie pobiją już ikon popkultury. Enklawą pamięci o Kukuczce - prócz tych, którzy na bieżąco śledzili jego sukcesy - są ludzie gór. Ale tych również ubywa, co widać najlepiej po ilości wypraw ruszających w Himalaje. Dlatego też Krzysztof Wielicki, drugi i jak do tej pory ostatni Polak, który po Kukuczce zdobył "koronę Himalajów" na pytanie, kto jako następny dokona tej sztuki, woli nie wskazywać konkretnych kandydatów.

- Najbliżej ma Piotrek Pustelnik, któremu brakuje tylko jednego szczytu. Po nim jest jednak luka pokoleniowa. Młodzi nie mają czasu, by po dwa - trzy miesiące przebywać poza pracą. Zajęli się robieniem karier, a tymczasem najlepsi współcześni wspinacze to profesjonaliści, którzy na dobrą sprawę zajmują się tylko górami. U nas z kolei kwitnie weekendowe wspinanie - fajnie, że jest, ale trzeba mieć świadomość, iż w ten sposób nie zapiszemy niczego nowego w historii alpinizmu - ocenia Wielicki. Przyznaje też, że potencjalnym następcom Kukuczki jest trudniej zaistnieć z jeszcze jednego powodu - w czasie złotej dekady polskiego himalaizmu Kukuczka i spółka tak wysoko zawiesili poprzeczkę, że teraz trudno ją przeskoczyć.

- W latach 80. w Polsce niczego nie można było zrobić, a z kolei w Himalajach do zrobienia było mnóstwo. Choć nie ma co tragizować. Nigdy nie będzie tak, że w górach skończą się wyzwania. Z osobistego punktu widzenia nikt nigdy nie będzie mógł powiedzieć, że wszystko się już przeszło. Bo góry są nieskończonością - tłumaczy Wielicki.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!