Leo poprosił, by decyzje i dokumenty przekazać mu mejlem

Leo poprosił, by decyzje i dokumenty przekazać mu mejlem. (© Fot. Grzegorz Dembiński)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Jak zapowiadał, tak zrobił. Leo Beenhakker nie stawił się wczoraj w siedzibie PZPN, by omówić szczegóły rozwiązania kontraktu. W jego imieniu dyrektor reprezentacji Jan de Zeeuw przekazał, że były już selekcjoner kadry nie zamierza rozmawiać z prezesem Grzegorzem Latą. Poprosił, by wszystkie decyzje i dokumenty przekazać mu mejlem.

Holender nie wysłał też na spotkanie z prezesem PZPN prawników. W wywiadach dla holenderskich mediów groził, że będzie domagał się odszkodowania za zerwanie umowy. Lato odpowiadał: - Proszę bardzo, niech przyjeżdżają. Ale ja się z nimi nie spotkam, bo nie mam czasu. Wyślę swoich prawników. Będę rozmawiać tylko z Leo.

Prezes ponowił wczoraj zaproszenie dla Beenhakkera. Ten do Warszawy przyjeżdżać nie zamierza, bo ma żal do Laty za styl, w jakim został zwolniony. Po meczu w Mariborze wiadomość o zakończeniu współpracy prezes najpierw przekazał w telewizji nSport, dopiero później poinformował o niej trenera.

Mimo napięć wygląda na to, że współpraca zostanie zakończona pokojowo. Beenhakker nie będzie straszył już prawnikami, bo wie, że nie ma to sensu. Lato formalnie nie wyrzucił Holendra, tylko zwolnił z obowiązku świadczenia pracy. Do wygaśnięcia kontraktu (30 listopada) Leo będzie otrzymywał ustalone wynagrodzenie - ok. 130 tys. euro za dwa miesiące.

Gdyby Beenhakker domagał się odszkodowania, PZPN ma przygotowany kontratak. Związek starałby się wówczas udowodnić, że Leo łamał postanowienia kontraktu: nie stawił się na spotkanie z przełożonym, a podczas trwania umowy współpracował z Feyenoordem. Lato nie wyklucza nawet wysłania pisma do FIFA i UEFA z prośbą o ukaranie klubu z Rotterdamu. Tyle że ta droga nie przyniosłaby raczej pożądanych skutków. Po pierwsze Leo związał się z PZPN nie umową o pracę, a kontraktem, więc w rozumieniu prawa pracy nie jest pracownikiem związku. Jego obowiązki szczegółowo reguluje kontrakt. Nie ma w nim mowy o konieczności stawiania się na każde wezwanie prezesa.

W PZPN trwała też wczoraj dyskusja, czy w razie roszczeń Beenhakkera nie odpowiedzieć mu procesem o zniesławienie. Leo powtarzał w ostatnich dniach, że Lato w dniu meczu ze Słowenią był pijany. Ostatecznie pomysł porzucono ze względów PR-owych. Holender wciąż cieszy się poparciem kibiców.

Wczoraj na biurko Laty trafiło kilka ofert trenerów z zagranicy, m.in. Lothara Matthaeusa. - Gdy w którejś z reprezentacji szuka się trenera, od razu zaczynają działać agenci. I wpływa wiele ofert. Dostajemy pytania od znanych trenerów z zagranicy, prezes Lato ze wszystkimi się zapozna. Ale nie wietrzyłbym sensacji. Najbardziej prawdopodobną możliwością pozostaje trener Polak, który potrafi zrozumieć mentalność naszych piłkarzy - komentuje Jerzy Engel, dyrektor PZPN ds. szkoleniowych. I powtarza, że kandydatami pozostają: Franciszek Smuda, Stefan Majewski (w czwartek dostanie nominację na tymczasowego selekcjonera), Henryk Kasperczak, Maciej Skorża i Ryszard Tarasiewicz.







Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!