Dla 2-latka wizyta w opolskim zoo skończyła się szyciem policzka. „Nikt nam nie pomógł”

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Dla 2-letniego Antosia z Kędzierzyna-Koźla wizyta w zoo w Opolu skończyła się koniecznością szycia policzka. - Mam żal, że widząc, co się stało obsługa zoo nie zareagowała, byśmy mogli jak najszybciej opanować sytuację – mówi mama chłopca.
Dla 2-letniego Antosia z Kędzierzyna-Koźla wizyta w zoo w Opolu skończyła się koniecznością szycia policzka. - Mam żal, że widząc, co się stało obsługa zoo nie zareagowała, byśmy mogli jak najszybciej opanować sytuację – mówi mama chłopca. archiwum prywatne
Udostępnij:
- Rana bardzo krwawiła, a ja nie mogłam doprosić się, by ktoś dał nam apteczkę. Ostatecznie wezwałam taksówkę i zawiozłam syna do szpitala – relacjonuje mama chłopca. Rzecznik zoo w Opolu informuje, że po tym incydencie w ogrodzie zostaną wprowadzone zmiany.

Do zdarzenia doszło podczas długiego, majowego weekendu. Maja Haczek wybrała się w niedzielę (1 maja) z rodziną na wycieczkę do opolskiego ogrodu zoologicznego. Dobra zabawa miała jednak nieprzyjemny finał.

– To było około dwóch godzin po tym, jak weszliśmy na teren zoo. Zjedliśmy posiłek i ruszyliśmy na dalsze zwiedzenia – relacjonuje kędzierzynianka. – W pewnym momencie mój niespełna dwuletni synek potknął się o znajdujące się przy ścieżce, przycięte krzaki. Ostre gałęzie rozcięły policzek i polała się krew.

Mama małego Antosia próbowała zatamować krwawienie, ale z mizernym efektem.

– Z policzka leciała krew, syn płakał, wzbudzając zainteresowanie przechodniów. Wysłałam 11-letniego syna do lokalu gastronomicznego, bo liczyłam, że mają tam apteczkę, a w niej gazę lub plaster. Nie mieli – wspomina kobieta. – Chusteczka momentalnie nasiąknęła krwią. Za moment we krwi byłam ja i syn. W końcu ktoś dał nam plaster. Ruszyliśmy przed siebie, by szukać pomocy. Po drodze spotkaliśmy pana z obsługi. Nie zapytał nawet co się stało, ani jak może nam pomóc. Pokierował nas jedynie do wejścia głównego, ale tam kłębił się tłum turystów. Uznałam, że nie mam co tracić czasu – relacjonuje.

Ostatecznie pani Maja wezwała taksówkę i pojechała z synem do szpitala, gdzie 2-latkowi założono na policzku szwy.

- Nie mam pretensji o to, że syn się przewrócił i rozciął policzek, bo to może się zdarzyć każdemu. Mam natomiast żal, że widząc, co się stało obsługa zoo nie zareagowała, byśmy mogli jak najszybciej opanować sytuację – mówi kędzierzynianka. – Pracowałam w niewielkim sklepie i tam wymogiem było posiadanie apteczki. W zoo nie udało nam się jej znaleźć. Nie mówiąc już o tym, że w razie wypadku nie wiadomo nawet, gdzie szukać pomocy.

Opolski ogród zoologiczny zapewnia, że bezpieczeństwo jest priorytetem, dlatego ubolewa, że do takiej sytuacji doszło.

- Pani zgłaszająca pielęgniarzowi uraz dziecka została poproszona przez niego o udanie się do pawilonu wejściowego (pozwalał na to stan dziecka), gdzie udzielona zostałaby mu pomoc. Co oczywiste, pani nie musiałaby stać w kolejce – kasjerki otrzymały informację o zdarzeniu – zapewnia Miłosz Bogdanowicz, rzecznik opolskiego zoo. - Pozostajemy w kontakcie z mamą dziecka, której zostaną przekazane dane naszego ubezpieczyciela. Jednocześnie przypominamy, że dzieci do 11. roku życia muszą na terenie zoo znajdować się pod szczególną opieką osób dorosłych.

Po incydencie z udziałem 2-latka zapadła decyzja, że na terenie opolskiego ogrodu zostaną umieszczone tabliczki informacyjne z numerem telefonu, pod który należy zadzwonić, by w razie urazu uzyskać natychmiastową pomoc.

- Zwróciliśmy się również do punktów gastronomicznych i właścicieli parku linowego, by umieszczono apteczki w łatwo dostępnych miejscach – mówi Miłosz Bogdanowicz.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Małpia ospa może być użyta jako broń biologiczna

Wideo

Materiał oryginalny: Dla 2-latka wizyta w opolskim zoo skończyła się szyciem policzka. „Nikt nam nie pomógł” - Nowa Trybuna Opolska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie