Dlaczego szef PO w regionie nie angażuje się w spory polityczne? Andrzej Buła: "Nie możemy być tylko anty-PiSem"

Piotr Guzik
Piotr Guzik
Andrzej Buła, szef PO w regionie: "Nie możemy być tylko anty-PiSem"
Andrzej Buła, szef PO w regionie: "Nie możemy być tylko anty-PiSem" Piotr Guzik
- Rodzice nie wychowali mnie na typowego wyrachowanego polityka. Ani na człowieka żądnego zemsty, prowadzącego gierki - mówi marszałek Andrzej Buła, tłumacząc brak zaangażowania w spory polityczne. Mimo tego nie planuje oddawać przewodnictwa Platformie w regionie. Jesienią zamierza ubiegać się o kolejną kadencję w tej roli.

Piotr Guzik: Sejm przyjął Krajowy Plan Odbudowy. Nie bez emocji, bo sprzeciw Solidarnej Polski udało się PiS zniwelować nawiązując porozumienie z Lewicą.
Andrzej Buła: Dobrze, że ten plan trafił do Komisji Europejskiej w terminie. Mając jednak na uwadze, że KE ma dwa miesiące na jego weryfikację i prześwietlenie nic nie stało na przeszkodzie, aby dać sobie więcej czasu na przyjęcie KPO. Szczególnie, że gdy Zbigniew Ziobro i jego środowisko dali sygnał, że tego projektu nie poprą, zaczęła się jatka polityczna. Przez to odeszliśmy od merytoryki. I nie rozwiano wielu wątpliwości.

To znaczy?
- W przypadku naborów na dotacje unijne mamy do czynienia z transparentną procedurą konkursową. Jest nabór wniosków oraz ocena wedle jasno określonych kryteriów. W KPO nie widać pomysłu na to, jak konkretnie rozdysponować zapisane w nim pieniądze.

Parlamentarzyści KO nie mają wątpliwości: PiS da je swoim.
- Nigdy na samym początku nie zakładam czyjejś złej woli. Mimo tego, istnieje takie ryzyko. Pamiętajmy jednak, że Komisja Europejska będzie pilnować wydatkowania tych pieniędzy. Parlamentarzyści również powinni pilnować procesu prawnego związanego z dysponowaniem tym wsparciem. W pierwszej kolejności oczekuję tego od przedstawicieli Lewicy.

Zaskoczył pana sojusz PiS z Lewicą?
- Dziwi mnie, że Lewica zgodziła się na to, aby pieniądze na kwestie dla niej priorytetowe, jak budowa 75 tysięcy nowych mieszkań, rozwój szpitali powiatowych czy transport publiczny, były dostępne tylko w formie pożyczek. Nie każdy wie bowiem, że istotną częścią tego planu są mechanizmy pożyczkowe. Jeśli szpital będzie chciał zakupić nowe wyposażenie bądź przeprowadzić rozbudowę, to starostwo będące dla niego organem prowadzącym musi być gotowe na spłatę tego zobowiązania. Wiele samorządów nie ma na tyle wysokich dochodów i może po te pieniądze nie sięgnąć. Jako samorząd województwa również musimy się zastanowić, czy zasadnym jest zakup nowych składów kolejowych, które potem musielibyśmy przekazać państwowej spółce Przewozy Regionalne, podczas gdy my musielibyśmy te pociągi spłacać. Przecież to ta spółka powinna robić takie zakupy. Problem jest też taki, że w przypadku grantów nie ma nic korzystnego dla samorządów - ich rolę sprowadzono tylko do organów opiniotwórczych.

Dlaczego wcześniej pan o tym nie alarmował?
- W prace nad KPO byliśmy zaangażowani od połowy minionego roku. I proces ten przebiegał na tyle sprawnie, że nie było powodów do obaw. Zebraliśmy od opolskich samorządów ponad 600 projektów, których realizacja stanowiłaby dla nich wsparcie, na łączną kwotę blisko 4 miliardów złotych. Aż do listopada minionego roku uczestniczyliśmy w mądrym procesie przygotowawczym. Później rozpoczęły się rozgrywki w obozie prawicy. Mimo tego prace nadal trwały. W marcu mieliśmy w tym względzie dużo aktywności w Sejmie. Ale polityczni liderzy bardziej skupili się na tym, jak się wzajemnie ograć. Skończyło się tym, że gdy KPO był gotowy, posłowie mieli raptem 20 godzin na to, aby zapoznać się z tym liczącym około 500 stron dokumentem przed głosowaniem w Sejmie. To kpina z parlamentaryzmu! Gdyby podejście PiS było naprawdę uczciwe, gdyby pieniądze w KPO potraktowano jako faktycznie wspólne, to nic nie stałoby na przeszkodzie, aby dać sobie jeszcze nieco czasu na wydyskutowanie kluczowych kwestii związanych z ich wydatkowaniem. Wystarczyłyby dwa tygodnie.

Mówi pan teraz krytycznie o PiS, ale w Platformie panuje przekonanie, że na co dzień jest pan za miły dla konkurencji politycznej.
- Jestem szefem PO na Opolszczyźnie, ale jestem też marszałkiem, zarządzającym w wielu aspektach ważnymi sprawami dla mieszkańców regionu. Dla dobra i bezpieczeństwa mieszkańców, szczególnie w tym trudnym czasie, współpracuję ze wszystkimi ważnymi instytucjami w regionie, także z administracją rządową. Staram się dbać o wszystkich mieszkańców jednakowo, niezależnie od tego, jakie kto ma przekonania czy sympatie polityczne. Tak samo jest w przypadku pieniędzy będących w naszej dyspozycji. One są wspólne, dla wszystkich. Stąd m.in. podział województwa na subregiony składające się z kilku powiatów, w których dzielimy pieniądze uczciwie, wedle obiektywnych algorytmów. To jest zresztą coś, czego nie robi PiS przy dzieleniu pieniędzy na inwestycje lokalne.

Dlaczego więc nie organizował pan konferencji, na której chociażby w tym względzie punktowałby pan obóz władzy?
- Ponieważ podejście, które chwilę temu zaprezentowałem, jest skuteczne politycznie. W ostatnich wyborach samorządowych Koalicja Obywatelska zwiększyła liczbę radnych w sejmiku z 9 do 13, już w czasie, gdy w kraju rządził PiS. Współrządzimy w 9 z 11 powiatów województwa. Jest wielu wójtów i burmistrzów, którzy albo należą do PO, albo z nami sympatyzują.

Ale już w wyborach parlamentarnych liczba posłów KO zmniejszyła się z pięciu do czterech, tracąc jedno miejsce w Sejmie na rzecz PiS. W pierwszej turze wyborów prezydenckich Andrzej Duda był lepszy niż Rafał Trzaskowski. W drugiej turze kandydat KO w regionie już wygrał, ale patrząc na wyniki przez pryzmat powiatów, to w ponad połowie lepszy był Andrzej Duda.
- Przypominam też, że w ostatnich wyborach parlamentarnych "odbiliśmy" jeden mandat senacki, a barwy KO w izbie wyższej parlamentu reprezentuje dwóch z trzech opolskich senatorów. W przypadku wyborów do Sejmu mógł nas zawieść mechanizm konstruowania list wyborczych. Jako członek zarządu krajowego sygnalizowałem już zresztą ten problem, że potrzebujemy zmiany sposobu obsady list, aby byli na nich przede wszystkim ludzie gotowi pracować na jak najlepszy wynik zarówno swój, jak i całej drużyny. Zaś jeśli chodzi o wybory prezydenta RP mam poczucie, że po awansie Rafała Trzaskowskiego do drugiej tury zabrakło wyraźnego głosu poparcia dla niego ze strony innych kandydatów: Władysława Kosiniaka-Kamysza z PSL, Roberta Biedronia z Lewicy czy Szymona Hołowni. Zamiast tego poszli oni w kierunku podkreślania, że nie zagłosują na Andrzeja Dudę. A to nie to samo, co zachęta do głosowania na kandydata KO. Czy faktycznie chodziło im o usunięcie Andrzeja Dudy z pałacu prezydenckiego, czy też o realizację własnych celów i ambicji politycznych? Smutne to o tyle, że wcześniej z powodzeniem współpracowaliśmy z PSL czy Lewicą, tworząc wspólne listy w ramach Koalicji Europejskiej w wyborach do Brukseli, o samorządach nie wspominając. Te formacje na tym skorzystały, ale potem zapomniały o partnerstwie i otwarciu na siebie, o tym, co razem zrobiliśmy.

W polityce to przecież nic dziwnego.
- Dlatego w takich sytuacjach dochodzę do wniosku, że rodzice nie wychowali mnie na typowego wyrachowanego polityka. Ani na człowieka żądnego zemsty, prowadzącego gierki.

Skoro chce pan być "dobrym wujkiem" i jako marszałek służyć wszystkim mieszkańcom, to czemu nie odpuści pan szefowania partii w regionie, by na jej czele mógł stanąć ktoś, kto skupi się na walce politycznej?
- Żadnemu członkowi Platformy nie zabraniam walki z przeciwnikami politycznymi. Z satysfakcją patrzę, jak nasi parlamentarzyści organizują konferencje prasowe, na których mówią o tym, co im przeszkadza i krytykują obecny obóz władzy. Nie narzucam jednak aktywności współpracownikom. Sytuacja jest tak dynamiczna, że nie potrzebują mojej akceptacji w działaniach w tym względzie.

Konferencje nie są liczne i zazwyczaj mają związek z działaniami organizowanymi w całym kraju, dotyczącymi spraw ogólnopolskich. Nie przypominam sobie, aby w ostatnim czasie parlamentarzyści PO prezentowali przykłady nepotyzmu czy tworzenia układów zależności na różnych stanowiskach wśród przedstawicieli prawicy na poziomie naszego regionu.
- Tego jest tak wiele, że opisanie wszystkiego zajęłoby pół dnia.

To może warto byłoby to jednak powiedzieć.
- Staram się uprawiać politykę na zasadzie drużyny ludzi, która się nawzajem uzupełnia. Nie jestem w polityce po to, aby wycinać konkurentów. Tak jak mówiłem chwilę wcześniej, myślę, że mój model prowadzenia Platformy, pokazywania, że potrafimy robić dobre rzeczy, jest bardziej skuteczny i wymierny, niż liczba wpisów na Twitterze czy postów na Facebooku.

Ale właśnie tam uprawia się teraz politykę.
- Tak się informuje o robieniu polityki. I świadczy o tym, jak się politykę rozumie. Dla mnie polityka to permanentne budowanie relacji między ludźmi oraz przekonywanie do siebie osób nieprzekonanych.

Pan nie angażuje się w spory, ale inni ludzie PO też zdają się unikać konfrontacji, zajmowania stanowisk w ważnych sprawach. Przykładem protest niezależnych mediów z 10 lutego. Pana zastępca w mediach społecznościowych na swoim oficjalnym profilu zrobił wrzutkę na ten temat, ale na profilu prywatnym żył zdanym egzaminem uprawniającym do transportowania koni.
- Trudno narzucać swoim współpracownikom i członkom partii pewne zachowania. Takie podejście byłoby prostą drogą do modelu stalinowskiego bądź standardów koreańsko-białoruskich, w których przynależność do partii wiąże się z zestawem określonych zachowań i reakcji, gdzie dopuszczalny jest tylko jeden sposób myślenia i działania. Ja nie mam zapędów autorytarnych. Ludzie są rozumni i potrafią sobie sami pewne rzeczy dopowiedzieć oraz je ocenić.

Jesienią mają być wybory liderów PO w regionach. Będzie pan walczył o reelekcję?
- Mam taki zamiar. Wybory u nas mają formułę bezpośrednią, na każdym poziomie, a to bardzo mi odpowiada. Uważam, że udało się zbudować w regionie świetną drużynę ludzi, którzy są aktywni i zaangażowani w codzienne sprawy mieszkańców. Wspiera mnie też rzesza samorządowców i sympatyków.

Spodziewa się pan konkurencji?
- Trudno powiedzieć. Na pewno nie zaszkodziłaby ona samej formacji i wyborom. Przypominam, że poprzednio moim konkurentem był pan Daniel Palimąka. Obecnie jest wicedyrektorem mojego gabinetu. To dowodzi, że rzucenia rękawicy o przywództwo nie traktuję osobiście i że nie będę się za to mścił.

Nie ze wszystkimi ludźmi PO w regionie żyje pan jednak w zgodzie. Nie jest tajemnicą, że między panem a posłem Tomaszem Kostusiem nie ma "chemii".
- Nie ujmowałbym tego w kategoriach konfliktu. Każdy człowiek ma nieco inne podejście do życia oraz do polityki. W każdej organizacji są też różne sympatie. Do jednych osób jest mi bliżej, do innych nieco dalej. Liczy się to, że mamy jedną energię, tylko odmienne sposoby jej wykorzystania.

Rozmawiamy o wyborach w regionie, tymczasem jest możliwe, że w tym roku odbędą się też wybory lidera krajowego PO. W partii narasta niezadowolenie wobec przywództwa Borysa Budki, który u sterów jest raptem od roku.
- Ja jestem zadowolony z jego przywództwa. Borys Budka oraz jego bliscy współpracownicy wykazali się otwartością na różne środowiska oraz sporą elastycznością w relacjach zarówno pomiędzy różnymi środowiskami w partii, jak i innymi formacjami politycznymi. On też uczciwie oddaje się do dyspozycji członków organizacji. Byłoby dobrze, gdyby koleżanki i koledzy uważający takie podejście za słabość, zastanowili się nad tą jakościową zmianą. Moim zdaniem to lepsze niż autorytarny lider.

Nastroje w partii nie są jednak optymistyczne. Niektórzy moi rozmówcy ironizują, że na przypadające w tym roku 20-lecie PO może zostać już tylko wyprowadzenie sztandaru, m.in. dlatego, że podgryza was mocno Polska 2050 Szymona Hołowni.
- W polityce jestem już od dłuższego czasu i praktycznie co wybory na scenie pojawia się nowy gracz, który nie jest obarczony balastem politycznym, a który mógł liczyć na spore poparcie. Kiedyś byli to Andrzej Lepper, Janusz Palikot, Paweł Kukiz czy Robert Biedroń. Każdy tworzył własny ruch, wnoszący pewien powiew świeżości. Głównie dlatego, że na początku ich drogi nie było można im niczego zarzucić. Gdy przychodziło do walki w kolejnych wyborach wyniki potrafiły już być marne. W podobnej sytuacji jest Szymon Hołownia. Ma czystą kartę i trudno o nim powiedzieć coś złego, choć jest to człowiek, który nigdy niczym nie zarządzał. No i jego szeregi zasilają już politycy, w przypadku których trudno mówić o braku politycznego bagażu, jak niegdysiejsza minister sportu Joanna Mucha. Platforma jest zaś w defensywie, ponieważ często nie mamy okazji odpowiedzieć na zarzuty pozytywnymi przykładami. Przed partią nadal jest przyszłość, dzięki świetnym ludziom w jej szeregach.

Prokuratura z Jeleniej Góry zarzuca panu niedopełnienie obowiązków. Sprawa skończy się w sądzie. To proces polityczny?
- Prawdę mówiąc nie wiem już, jaki to jest proces. Rzecz dotyczy sytuacji, która miała mieć miejsce w latach 2007-2013, podczas gdy ja stanowisko marszałka objąłem w listopadzie 2013 roku. Wcześniej przyglądali się temu śledczy z Opola i nie stwierdzili znamion wykroczenia. Potem były też kontrole licznych instytucji, które nie wykryły nieprawidłowości. Mimo to prokuratura brnie do sprawy przed sądem. Ta zresztą do tej pory się nie rozpoczęła.

Prawica już określa pana mianem "marszałka z zarzutami" i będzie na tej bazie kwestionować wszelkie pana decyzje.
- Powiem krótko: jestem niewinny. Nie chcę się też zestawiać z ministrem Łukaszem Szumowskim i maseczkami kupionymi poprzez instruktora narciarskiego. Z decyzjami o wyborach korespondencyjnych. Z szefem Komisji Nadzoru Finansowego, który dealował przejmowaniem banku.

Dlaczego? Właśnie takiej riposty brakuje części działaczy PO oraz sympatykom partii.
- Nie możemy być tylko anty-PiSem. Musimy pokazywać, że jesteśmy drużyną, która w trudnym czasie potrafi zarządzać szeregiem stref życia mieszkańców, by ci widzieli, jak wymierne efekty im to daje. Jeśli gdzieś mamy deficyty, to właśnie w kwestii komunikacji, czemu zaradzić ma wyznaczenie w powiatach osób mających promować naszą działalność. Natomiast dla mnie, jako szefa partii, największym wyzwaniem jest budowanie relacji między ludźmi i uprawianie polityki poprzez rzetelną działalność, a nie kopanie się z konkurencją w mediach społecznościowych.

Rząd podjął decyzję w sprawie obostrzeń.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie