Jubileusz Nowej Trybuny Opolskiej. nto jest z Czytelnikami 70 lat. Czasy się zmieniają, ale "trybunka" jest zawsze Wasza!

Krzysztof Ogiolda
Krzysztof Ogiolda
Udostępnij:
Początek 2022 roku jest jednocześnie jubileuszem 70-lecia naszej gazety. Zmieniały się czasy, pierwsze strony „Trybuny Opolskiej”, jej format i zespoły dziennikarskie. Nie zmieniało się przywiązanie Czytelników, czyli to, co jest bezcenne. Do jubileuszu będziemy pewnie przez cały rok na różne sposoby wracać. Dziś proponujemy szybki skok przez kolejne dekady jej istnienia.

Pierwszy numer „Trybuny Opolskiej” nosił datę 1 stycznia 1952 roku. Był wtedy wtorek. Opolanie dostali wówczas do ręki osiem stron nowej gazety. Niełatwo wziąć ją do ręki ze wzruszeniem, bo niemal wszystko różni ją od tej, którą znamy. Nie wiadomo, co dziś bardziej nieporęczne. Format 55 cm na 40 (dla porównania dziś 34,5 X 29), czy zdjęcie Bolesława Bieruta na pierwszej stronie.

Głowa państwa uśmiecha się nieznacznie z bladej ołowianej fotografii i w noworocznym orędziu zapowiada, że jeszcze mocniej zespolimy szeregi w nadchodzącym roku do walki o pokój i - pisany wielką literą - Plan 6-letni. Nad winietą tytułową wezwanie, które zniknie stąd dopiero za prawie 40 lat: „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się”.

Słowem jest to gazeta na miarę czasów, w których powstała. Komitet redakcyjny na pierwszej stronie zapowiada pracę na rzecz wyrwania Ojczyzny z nędzy, ciemnoty i zacofania. „Każdym wierszem, każdym słowem wiernie służyć będziemy interesom narodu polskiego, interesom pokoju i socjalizmu” - obiecuje. Robotnicy z dumą - na pierwszej stronie - meldują o wykonaniu rocznych planów. Kolejarze ułożyli aż 27 kilometrów toru na nowej linii kolejowej z Pyskowic do Lublińca. Na wsi opolskiej rośnie nowe. Na ósmej stronie kalendarz, też oczywiście nowy, a nad nim plakat z murarzem, któremu towarzyszy gołąbek pokoju. Wszystko to w niewiarygodnym dziś nakładzie 100 tysięcy egzemplarzy.

Lata 60. były dla gazety podobnie szare, jak dla mieszkańców regionu. Opolskie przedsiębiorstwa mierzyły czas 5-latkami, a ich załogi prześcigały się w „wyrabianiu normy”. Zwykli ludzie pomstowali na fachowców naciągaczy i na nieuprzejme sprzedawczynie. Nawet przestępczość za rządów Gomułki była mocno siermiężna. Wszystko to trafiało na łamy „trybunki”. Nie brakowało także właściwej tamtym czasom polityki. Po marcu 1968 na Opolszczyźnie - jak w całej Polsce - na wiecach potępiano „wichrzycieli”. Uczestnicy marcowych wydarzeń byli represjonowani. Na łamach regionalnej gazety nie brak też polityki światowej. „ZSRR: Natychmiast zaprzestać agresji!” - krzyczy z pierwszej strony jeden z kwietniowych numerów w 1961 roku. „Kubańczycy wierzą w swe zwycięstwo”.

W tej samej kwietniowej zszywce gazety nie da się nie zauważyć relacji z pierwszego lotu człowieka w kosmos. Gdyby się komuś nawet udało przeoczyć zdjęcie Jurija Gagarina (co najmniej cztery razy większe od fotografii Bieruta sprzed dekady), musiał zauważyć biegnący przez całą szerokość kolumny tytuł: Człowiek w Kosmosie! (pisownia oryginalna). Litery mają na oko jakieś siedem centymetrów wysokości. Poniżej już trochę mniejszymi literami, ale z nie mniejszym patosem „TO” donosiła: „Kolumb kosmicznych przestrzeni - astronauta major Jurij Gagarin wylądował w przewidzianym miejscu”. A w wewnątrz numeru informacja, jak lądował Gagarin. W kolejnym wydaniu „Jurij Gagarin opowiada, jak wykradł tajemnice (konsekwentnie pisanego wielką literą) Kosmosu”. I tak aż do końca tygodnia. Dopiero sobotnio-niedzielne wydanie z 15-16 kwietnia wezwie: ogromnym tytułem „Wszyscy do urn wyborczych.

W grudniu 1971 w winiecie pojawił się kolor. Nasi poprzednicy z dumą pisali: Mamy kolor i jesteśmy większą gazetą. Oczywiście, o kolorowych zdjęciach nie było jeszcze mowy (pojawiły się dopiero w magazynie 5-6 października w 1996 r., już w wolnej Polsce). Na razie musiały wystarczyć czerwone i niebieskie ramki wokół tekstów.

1 lipca 1975 zmieniliśmy nazwę. Czytelnicy mogli być zaskoczeni. Dostali „Trybunę Odrzańską”. Pływaliśmy po Odrze równo 2070 dni, po to, żeby wrócić do tytułu „Trybuna Opolska”. Na początku lat 90. tytuł ten pojawiał się na żółtej winiecie, w centrum której była rycina pokazująca fragment dawnego Opola. Od 1 kwietnia 1993 ukazujemy się jako „Nowa Trybuna Opolska”, zaś na początku XXI stulecia postawiliśmy na nazwę nto na winiecie tytułowej gazety i w internetowym portalu. Przyjęła się i stała marką.

W dekadzie Edwarda Gierka Polska miała rosnąć w siłę, a ludzie mieli żyć dostatniej. I żyli. Tyle że nie trwało to zbyt długo. Dobrobyt na kredyt nie sprawdza się w budżetach domowych ani w budżetach państw. Ale trudno tamtym czasom odmówić inwestycyjnego rozmachu. Jednym z najważniejszych dla Opolan wydarzeniem lat 70. było z pewnością oddanie do użytku supernowoczesnego - jak na tamte czasy - gmachu Teatru Kochanowskiego.

Drugą obok rozwoju inwestycji sprężyną społecznego optymizmu był sport. Byliśmy potęgą. Z olimpiady w Montrealu polscy sportowcy przywieźli siedem złotych medali, a razem 26, najwięcej w historii. Dwa lata wcześniej siatkarze zostali mistrzami świata. Ale najbardziej kibice fetowali medal piłkarzy na mistrzostwach świata w Niemczech 1974.

Przed pierwszym meczem Polaków z Argentyną „TO” pisała ostrożnie, że tylko spokój może nas uratować. Przypominała, że remis z południowcami też będzie dobrym wynikiem, a i porażka wszystkich szans nie przekreśla. Po zwycięstwie 3:2 ton się zmienił. Mecz godny finału - czytali Opolanie na pierwszej stronie. Autor uznał to spotkanie za najlepsze w pierwszej fazie mistrzostw. Zapowiedź zwycięskiego - jak się miało okazać - meczu z Italią zbiegła się z dość sensacyjną informacją o pobiciu przez Irenę Szewińską podczas Memoriału Kusocińskiego rekordu świata w biegu na 400 metrów. Polka jako pierwsza kobieta w historii przebiegła ten dystans poniżej 50 sekund.

Dobry czas dla sportu w Polsce był także dobrym czasem dla sportu w „trybunce”. W tamtym czasie wiązał się on z postacią Juliusza Steckiego, człowieka, który był żywą skarbnicą wyników, rekordów i wspomnień, a który w dodatku sam uprawiał sport i świetnie czuł ducha rywalizacji. Jego felietony przez lata były z pasją czytane przez kibiców. A informacje sportowe do dziś wiążą wielu Czytelników z naszą gazetą.

W roku 1989 „TO” pozostaje nadal gazetą PZPR, ale ton pisania zmienia się. Nie tylko dlatego, że pisze ona szczerze o galopującej inflacji sięgającej 171 procent, którą z trudem dogania swymi decyzjami bank PKO. Po raz pierwszy pojawia się też przez lata nieobecny motyw powstającej jeszcze nieśmiało mniejszości niemieckiej. Jednym z powodów by o niej pisać jest wizyta kanclerza Helmuta Kohla w Polsce i planowana msza św. z jego udziałem na Górze św. Anny. Ta idea nie cieszyła się poparciem gazety. Zresztą nie tylko w Opolu. Część niemieckich mediów - przedrukowywana w „TO” - też uważała spotkanie premiera Mazowieckiego z kanclerzem Kohlem właśnie tam za prowokację. Na tydzień przed Mszą Pojednania wywiadu opolskiemu dziennikowi udziela ks. Andrzej Hanich, wówczas sekretarz biskupa opolskiego Alfonsa Nossola. - Rozemocjonowanie wokół tej sprawy - mówił - zarówno w kraju jak i za granicą, będące całkowitym zaprzeczeniem natury Eucharystii, czyli jej charakteru pojednawczego, mogło doprowadzić do tego, iż annogórski pobyt kanclerza federalnego zantagonizowałby nie tylko społeczność Opolszczyzny. Na to ks. biskup ordynariusz nie mógł pozwolić. W rozmowie telefonicznej z pełnomocnikiem kanclerza osobiście poprosił o rezygnację z zamiaru przyjazdu na Górę św. Anny.

W tym samym wywiadzie pojawia się informacja o zamiarze przeniesienia Mszy Pojednania do Krzyżowej, miejsca naznaczonego antynazistowską działalnością rodziny Moltke i „Kręgu z Krzyżowej”, który ma się stać w przyszłości ośrodkiem budowania polsko-niemieckiego pojednania.

Wizyta kanclerza Kohla w Polsce była w „TO” dość szeroko relacjonowana. Towarzyszyła tej relacji także publicystyka o spiskowcach z Krzyżowej.

W latach 90. wydarzeniami, które na trwałe związały gazetę z Czytelnikami były powódź, a po niej obrona województwa. W powodzi dzieliliśmy los wielu Opolan, budynek redakcji znalazł się pod wodą. Mimo to ani na jeden dzień wydawanie „Trybuny Opolskiej” nie zostało przerwane.

„Nie czekajcie na ostatnią chwilę. Wielka 6,5-metrowa fala powodziowa na Odrze zbliża się do Opola. Prawdopodobnie dotrze dziś w nocy lub jutro nad ranem i zaleje lewobrzeżne Opole oraz wyspy Pasieka i Bolko. Pod kilkumetrową wodą znajdą się ulice Partyzancka w Opolu i Biasa” - pisaliśmy w czwartek, 10 lipca. Sztab antypowodziowy przygotował plan ewakuacji ludności Opola. Mieszkańcy zalanych domów i mieszkań trafią do opolskich szkół. „Apeluję do ludzi, którzy mieszkają na najniższych kondygnacjach, by nie czekali na ostatnią chwilę - mówił na naszych łamach wojewoda Ryszard Zembaczyński.

W piątek, 11 lipca ukazało się wydanie specjalne wydrukowane na powielaczu na śnieżnobiałym, a nie na gazetowym papierze. Na pierwszej stronie tytuł: „Zatopione miasto”. „Wczoraj przed południem siedziba naszej redakcji podzieliła los dziesiątek innych opolskich budynków zalanych przez falę powodzi” - pisał redaktor naczelny Maciej Siembieda.

Niespodziewanie, około godziny 5 rano, woda pokazała się w starym korycie Odry i zaczęła zalewać dzielnicę Zaodrze. Pod
wodą znalazł się obszar od kanału Młynówka po ulicę Domańskiego. Wojewódzki Komitet Przeciwpowodziowy ogłosił - także w nto - prognozę maksymalnych stanów zatopienia terenów w Opolu: przy ul. Koszyka w rejonie wieżowców - do 3,5 m, wieżowce przy ul. Wojska Polskiego - do 2 m, osiedle przy ul. Nowowiejskiego - do 4,5 m, pl. Piłsudskiego - 2 m, ul. Licealna - 3 m, ul. Strzelców Bytomskich - 3,5 do 4 m, filharmonia od ul. Żwirki i Wigury - 1 m, ul. Piastowska - ok. 3 metry.

W 1998 roku Opolanom zagotowała się krew, kiedy rząd Jerzego Buzka podjął próbę likwidacji województwa opolskiego. Projekt zmian przygotował wąski krąg ekspertów, nikt nie konsultował go z lokalnymi społecznościami. Wobec takiej arogancji władzy dziesiątki tysięcy Opolan gwałtownie zaprotestowało, podkreślając dumę z bycia Opolaninem. Ręka w rękę działali politycy ze skłóconych na co dzień partii, samorządowcy ze śląskich i napływowych gmin, dziesiątki organizacji pozarządowych, mniejszość niemiecka, Kościół. Powstał Obywatelski Komitet Obrony Opolszczyzny. Na jego czele stanął Janusz Wójcik.

- Nie chcemy czwartego powstania śląskiego, ale też nie zamierzamy biernie przyglądać się, jak warszawscy mędrcy kroją nasze województwo na plasterki - mówił nto.

Niemal równocześnie z powstaniem OKOOP-u do akcji obrony Opolszczyzny włączyła się „Nowa Trybuna Opolska”. Uruchomiliśmy interwencyjny telefon dla czytelników, a opinie zebrane tą drogą trafiały do rubryki „Brońmy swego”. Był to swoisty Hyde Park, w którym czytelnicy wyrażali poparcie dla zachowania Opolszczyzny na administracyjnej mapie Polski.
„Sercem i duszą jestem za Opolszczyzną - mówiła Teresa Gratza z Jemielnicy. - Ona może stanowić wzór dla całej Polski: dwie narodowości żyją tu razem w Bożej zgodzie”.

Nasz redakcyjny grafik Andrzej Czyczyło zaprojektował pomnik „Brońmy swego Opolskiego”. To pewnie jedyny pomnik na świecie, który wymyśliła redakcja gazety. Przedstawia on ułana stojącego przy armacie, której lufa ma kształt wieży Piastowskiej. - Wieża jest symbolem Opola i województwa, więc skojarzenie było oczywiste, a ułan to symbol fantazji, odwagi i waleczności. I dziesięć lat temu tacy byliśmy. My, Opolanie - wspominał po latach Andrzej Czyczyło.

8 stycznia „NTO” wydrukowała formularz protestu przeciwko planom likwidacji Opolszczyzny. Ludzie masowo je kserowali, po tygodniu OKOOP zebrał już 25 tysięcy podpisów pod protestem.

Kolejnym kamieniem milowym akcji obrony Opolszczyzny była demonstracja Opolan w Warszawie - pod Sejmem i Urzędem Rady Ministrów (2 kwietnia). Gazeta aktywny udział w akcji. Wydała na tę okazję specjalny, bezpłatny numer. Delegacja dziennikarzy przyjechała do stolicy jeszcze przed manifestantami, by rozkolportować go w redakcjach największych ogólnopolskich gazet, stacji radiowych i telewizyjnych.

W 2002 roku w nto ukazał się jeden z najważniejszych tekstów w jej historii: „Nie były to Dobre Domy”. - Pamiętam, jak późną jesienią 2002 roku moi ówcześni szefowie - Wojtek Potocki i Rysiek Rudnik - poprosili mnie o zajęcie się „ważnym tematem” - wspominał po latach współautor tekstu, a później redaktor naczelny Krzysztof Zyzik. - Do redakcji przyszedł z anonimowego konta mail pokazujący kilka przykładów patologii na budowie osiedla Dobre Domy. To może być gruba sprawa - uznaliśmy, całkiem zresztą proroczo. Do czasu ukazania się pierwszego artykułu o sprawie w redakcji wiedziało tylko kilka osób.

- Pierwsze śledztwo prowadziliśmy z Ewą Kosowską-Korniak, która wyróżniała się w redakcji talentem i odwagą - wspominał. Przegryzając się przez temat, oglądając kolejne faktury, spotykając się na mieście z kolejnymi osobami, prowadząc ożywioną korespondencję z naszym „wąskim gardłem”, wiedzieliśmy, że szykuje się bomba, która kogoś wysadzi w powietrze. Możliwości były dwie. Albo układ ratuszowy, albo nas…

O co chodziło w pierwszej odsłonie afery ratuszowej? W Opolu powstała spółka Dobre Domy Opole, której 51 proc. udziałów objęła firma DDF Finanse z Sopotu, resztę gmina Opole, która wniosła do spółki grunty.

- Jednak na budowie od początku dochodziło do nieprawidłowości, spółka stanęła na skraju upadłości - kontynuował Krzysztof Zyzik. - Dokumenty, do których dotarliśmy, wskazywały na przepływ gotówki z budowy osiedla do osób związanych rodzinnie z kluczowymi opolskimi politykami i urzędnikami. Tymczasem opolanie, zdesperowani brakiem mieszkań, wdarli się do ratusza i rozpoczęli okupację. „Mieliśmy do SLD zaufanie, przez to straciliśmy mieszkanie” - krzyczały transparenty. Wielkie „bum” nastąpiło 11 października 2002 roku - wtedy właśnie ukazała się gazeta z czarną okładką i tytułem „Nie były to Dobre Domy”. Na cztery kolumny napisaliśmy wprost: budowa stoi, bo dochodzi do wyprowadzania pieniędzy na masową skalę, a za wejście na plac biorą tzw. prowizję (czytaj: łapówkę). Gazety zabrakło już bladym świtem.

Pierwsza dekada XXI wieku przyniosła dwa fundamentalne wydarzenia w dziejach Kościoła. W 2005 roku zmarł papież Jan Paweł II. W 2006 do Polski przyjechał jego następca, Benedykt XVI. Pierwsze wydarzenie relacjonowaliśmy nie tylko z perspektywy regionu, ale i pogrzebu Ojca św. w Rzymie. Benedyktowi XVI towarzyszyliśmy na Jasnej Górze, w Krakowie - wraz z młodzieżą z diecezji opolskiej i w Kalwarii Zebrzydowskiej razem z pątnikami z Praszki.

W zmiennych kolejach historii gazety zmieniało się wiele. Niezmienna pozostała tylko więź z Czytelnikami. Ta wyrażająca się kupieniem egzemplarza w kiosku i ta, która każe Państwu szukać informacji na portalu nto.pl. Do dziś Czytelnicy upewniają się, że dodzwonili się do redakcji słowami: Czy to nasza trybunka?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosjanie atakują swoich

Wideo

Materiał oryginalny: Jubileusz Nowej Trybuny Opolskiej. nto jest z Czytelnikami 70 lat. Czasy się zmieniają, ale "trybunka" jest zawsze Wasza! - Nowa Trybuna Opolska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie