Nie żyje Zuzanna Wartenberg, lekarka z Olesna. W czasie wojny cudem ocalała z Holocaustu

red
Zuzanna Wartenberg (1930-2020) fot. Mirosław Dragon/ Materiały Zuzanny Wartenberg
Zuzanna Wartenberg niemal do końca życia leczyła pacjentów, była też wolontariuszką i lekarką Domowego Hospicjum, laureatką Diamentowej Spinki „nto". Zmarła w sobotę (24 października) w swoim domu. Miała 90 lat.

Zuzanna Wartenberg (1930-2020) zmarła w sobotę nad ranem w swoim domu w Oleśnie. W ostatnich chwilach byli przy niej synowie, Krystian i Paweł, którzy również są lekarzami. W marcu lekarka z Olesna skończyła 90 lat.

Niemal do końca życia przyjmowała pacjentów w przychodni lekarskiej (miała dyżur tylko raz w tygodniu i wielu pacjentów specjalnie umawiało termin do niej). Przede wszystkim jednak jeździła do chorych na raka pacjentów w ramach Domowego Hospicjum oleskiego Caritasu.

Czytaj także

- Nigdy nikomu nie odmówiła pomocy - podkreśla Zenon Voelkel, obchodzący niedawno 100. urodziny lekarz weterynarii.

- Zula Wartenberg to taki oleski doktor Judym. Cudowny, skromny, wspaniały człowiek! - dodaje Marzanna Kondratowicz, córka lekarza weterynarii z Olesna.

Za swoją działalność dostała wiele nagród, m.in. była laureatką Diamentowej Spinki „nto".

- Ja się w życiu nie przepracowałam. Zawsze robiłam to, co lubię. Tylko wypełniania dokumentacji lekarskiej nie lubię, a muszę to robić. Na dodatek ta dokumentacja jest coraz głupsza. Lekarze muszą udowadniać, że nie są złodziejami ani oszustami, zamiast skupić się na pacjencie. Kiedyś wypisywałam tylko receptę, teraz muszę wypełnić cały stos dokumentów - mówiła Zuzanna Wartenberg.

Oleską lekarkę ta medyczna biurokracja bolała, bo podkreślała, że najważniejsze jest poświęcenie czasu pacjentowi, a nie dokumentom pacjenta.

- W „Przeglądzie Lekarskim" przeczytałam dekalog lekarza. Pierwszy punkt radzi, by pytać pacjenta o jego życie rodzinne. No, to ja nigdy nie dochowałam tego przykazania! Zawsze pytam chorego, co mu dolega, a nie o życie rodzinne. Nie lubię pojęcia etyka lekarska, ponieważ etyka jest jedna i albo człowiek postępuje etycznie, albo nie. Nieważne, kim jest. Powinno się żyć tak, by być w miarę zadowolonym z siebie, ale także bez obaw móc spojrzeć innym ludziom w oczy - mówiła lekarka z Olesna.

- Niedawno zadzwonił do mnie pacjent. Powiedział: „50 lat temu pani mnie wyleczyła" - opowiadała Zuzanna Wartenberg. - Odpowiedziałam mu, że ja nikogo nie wyleczyłam, ja tylko pomagam się wyleczyć. Nikomu nie umiem przecież dać życia. A on przypomniał, że przed 50 laty wyleczyłam go z gruźlicy. Nadużywał alkoholu, a ja chodziłam wtedy po knajpach za moimi pacjentami, żeby brali leki. Teraz na szczęście nie mam już tego zwyczaju. I on mi mówi: „50 lat temu wyleczyła mnie pani, teraz też proszę uratować mi życie. Dam pani za to wszystko, co mam".

- Wiedziałam, że nic nie ma, jest biedny, więc poszłam do niego - dodawała Zuzanna Watenberg. - Zbadałam go, okazało się, że ma dużą niewydolność krążenia. „Przyrzekam, że od jutra rzucam palenie" - powiedział. Ja mu zapowiedziałam, że nazajutrz skieruję go do szpitala, a jeśli w nocy gorzej się poczuje, ma wezwać pogotowie. Zmarł tej samej nocy, nie wezwał karetki. Dlatego mówię, że ja nikomu nie umiem dać życia.

Zuzanna Wartenberg urodziła się w 1930 r. w Nowym Sączu. Do Olesna po raz pierwszy przyjechała w 1950 roku, kiedy jej przyszły mąż, lekarz Włodzimierz Wartenberg zabrał ją, aby przedstawić swoim rodzicom. Po ukończeniu studiów młodą lekarkę wysłano do pracy w Rabce, ale po kilku miesiącach w 1956 roku na stałe zamieszkała w Oleśnie. Zuzanna Wartenberg była pierwszym i przez lata jedynym lekarzem pulmonologiem w Oleśnie. Stworzyła od podstaw poradnię chorób płuc.

Czytaj także

W czasie wojny przeżyła horror jako żydowskie dziecko. Zuzanna Grossbard (takie miała rodowe nazwisko) cudem przeżyła masową egzekucję. Później przez 2,5 roku jej niania Aniela Hebda ukrywała ją na strychu.

Wojenny dramat lekarki z Olesna miał piękny epilog. Jej niania Aniela Hebda, która podczas wojny ukrywała ją na strychu, po wojnie zamieszkała z nią pod jednym dachem. Zuzanna opiekowała się nią aż do jej śmierci.

– Jeszcze pomogła mi wychować moich synów – opowiadała Zula. – Miała ukończone tylko cztery klasy szkoły powszechnej, ale była jednym z najmądrzejszych ludzi, jakich poznałam w życiu. Kiedy jest mi ciężko, to czasem modlę się do niej jak do świętej: „Anielo, pomóż mi”. Bo była świętą kobietą.

Czytaj także

Po ukończeniu studiów medycznych Zuzanna dostała nakaz pracy w Rabce. Po kilku miesiącach w 1956 roku przyjechała jednak do Olesna. W Oleśnie mieszkał jej mąż, lekarz Włodzimierz Wartenberg. Wychowali dwóch synów: Krystiana i Pawła, którzy również ukończyli studia medyczne, są cenionymi lekarzami.

Czytaj także

W Oleśnie Zuzanna Wartenberg także przeżyła trudne chwile. Tragiczną śmierć 14-letniego syna Tomasza, który utonął. Chorobę i przedwczesną śmierć męża. Ciężki wypadek w karetce pogotowia, po którym przez trzy lata nie chodziła i przez który musiała przejść na emeryturę.

Los doświadczył ją wiele razy, ale nic jej nie złamało. Pacjentów najbardziej ujmowała swoją uprzejmością, życzliwością i uśmiechem, który nie znikał jej z twarzy.

– Musiałabym mieć drugie życie, żeby odpłacić ludziom za dobro, które dostałam od innych – mówiła Zuzanna Wartenberg. – Drugiego życia nie dostanę, czyli już nie zdołam odpłacić.

Czytaj także



Wideo

Materiał oryginalny: Nie żyje Zuzanna Wartenberg, lekarka z Olesna. W czasie wojny cudem ocalała z Holocaustu - Olesno Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.