Opole. Ratownicy medyczni wrócili do pracy po proteście, ale już zapowiadają kolejny. Czy ich postulaty zostaną spełnione?

Mateusz Majnusz
Mateusz Majnusz
W przypadku braku porozumienia protest opolskich ratowników rozpocznie się na nowo 1 listopada i potrwa kolejne dziesięć dni. Wypowiedzenie zaś gotowi są złożyć niemal wszyscy ratownicy.
W przypadku braku porozumienia protest opolskich ratowników rozpocznie się na nowo 1 listopada i potrwa kolejne dziesięć dni. Wypowiedzenie zaś gotowi są złożyć niemal wszyscy ratownicy. Tomasz Gatnikiewicz, ratownik medyczny, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" przy Opolskim Centrum Ratownictwa Medycznego.
Udostępnij:
Kilkunastu ratowników medycznych z Opola po 10-dniowym proteście wróciło do pracy. Nie jest to jednak efekt osiągniętego porozumienia, ale zakończenie drugiego etapu protestu. Jeżeli ratownicy pracujący na SOR-ach nie dogadają się z resortem zdrowia do końca października, w listopadzie znów masowo pójdą na zwolnienia.

W całym kraju od wakacji trwa protest ratowników medycznych. 22 września minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że resort doszedł do porozumienia z protestującymi medykami. Porozumienie zawarto między ministrem zdrowia, Komitetem Protestacyjnym Ratowników Medycznych i Związkiem Pracodawców Ratownictwa Medycznego SP ZOZ.

Nie wszystkich ratowników to satysfakcjonuje, ale wynegocjowano wówczas 30-procentowy dodatek finansowy za pracę w ciężkich warunkach, który miał dotyczyć nie tylko ratowników na umowach o pracę, ale również na kontraktach oraz kierowców ambulansów.

- Problem w tym, że podwyżki o ok. 1200 zł uwzględniały wyłącznie ratowników pracujących w zespołach ratownictwa medycznego, czyli w karetkach. Ratownicy na SOR-ach i izbach przyjęć o wzroście wynagrodzenia mogą sobie pomarzyć, dlatego żądamy zrównania pensji z zespołami wyjazdowymi. Tylko w taki sposób może być sprawiedliwie – mówi Tomasz Gatnikiewicz, ratownik medyczny, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" przy Opolskim Centrum Ratownictwa Medycznego.

Jednocześnie podkreśla, że jest to już kolejna sytuacja, gdy decyzje podejmowane na szczeblu centralnym dzielą środowisko ratowników. Wskazuje tutaj na ustawę o minimalnym wynagrodzeniu, która sprawiła, że od 1 lipca ratownicy z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, ale bez studiów zarabiają średnio o 400 zł mniej w porównaniu do ratownika, który przyjdzie do pracy zaraz po licencjacie.

- Naprawdę nie rozumiem, dlaczego resort zdrowia nie próbuje zrozumieć naszej sytuacji. Oczywiście cieszymy się, że w tym roku system Państwowego Ratownictwa Medycznego zostanie dofinansowany dodatkowo o 62 mln zł, ale to nie rozwiązuje problemu. Ratownicy nie chcą przychodzić do pracy, bo czują się systemowo dyskryminowani ze względu na miejsce wykonywania zawodu. Czym różni się ratownik jadący do pacjenta po zawale od tego, który takiego pacjenta będzie leczył na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym? Jak w takiej sytuacji zmotywować się pracy, do brania kolejnych 24-godzinnych dyżurów – zastanawia się Gatnikiewicz.

Ratownicy na pierwszej linii frontu

Wskazuje także, że od czasu pandemii wszyscy medycy pracują ponad swoje siły. Skarżą się na stres, niewyspanie i przepracowanie. Warunki pracy stały się jeszcze trudniejsze ze względu na ryzyko zakażenia koronawirusem, ponieważ każdy pacjent może być potencjalnie nosicielem choroby. Z tego powodu noszenie kombinezonów przeciwbiologicznych, gogli i dwóch par rękawiczek przez wiele godzin stało się normą.

- Od ponad roku pracujemy ponad nasze siły. Jesteśmy przemęczeni, straciliśmy motywację do pracy, bo jak ją mieć, skoro jesteśmy najbardziej pominiętą grupą medyczną w Polsce. Zarabiamy mało, znacznie mniej niż warta jest nasza praca. Ktoś może powiedzieć, że zawsze pracować możemy więcej. I tak właśnie się dzieje. Musimy pracować po 200, 300, a w niektórych przypadkach nawet 400 godzin miesięcznie, aby zarobić na utrzymanie rodziny. Jeśli kogoś to nie przekonuje, niech pomyśli, czy chciałby, aby do niego samego albo kogoś bliskiego przyjechał ratownik, który jest na 24-godzinnym dyżurze i psychicznie czuje się wypalony? Jak mamy motywować się do codziennej pracy i walki o ludzkie życie, skoro po ostatniej nowelizacji przepisów zostaliśmy skategoryzowani jako "inny zawód medyczny", trafiając do tej samej grupy co m.in. grzyboznawca, logopeda, higienistka szkolna czy dietetyk. Dlatego domagamy się nowelizacji ustawy o państwowym ratownictwie medycznym oraz ustanowienia zawodu ratownika medycznego – wskazuje Gatnikiewicz.

Agresja, wyzwiska i brak stabilności

Środowiska ratowników medycznych od wielu postulowały o ustanowienie samorządu zawodowego jako wspólnej reprezentacji całej profesji. Postulat ten uwzględniono w 2017 roku w przygotowanym w Ministerstwie Zdrowia projekcie ustawy o zawodzie ratownika medycznego oraz samorządzie ratowników medycznych. Do tego czasu ratownicy nie doczekali się jednak odpowiednich regulacji prawnych.

- Projekt ten miał na celu wprowadzenie do systemu prawnego przepisów, które w sposób kompleksowy regulowałyby wykonywanie zawodu ratownika medycznego oraz spowodowałyby stworzenie ram prawnych dla działania samorządu ratowników medycznych i zasad ich odpowiedzialności zawodowej – tłumaczy opolski ratownik.

Wskazuje także, że brak stosownych rozwiązań, niejasna interpretacja istniejących przepisów może zagrażać życiu i zdrowiu pacjentów i negatywnie wpływać na jakość udzielanej pomocy. Obecnie ratownicy medyczni są jedyną grupą zawodową z grona podstawowych zawodów medycznych, która nie posiada swojego samorządu.

- Czujemy się niewidoczni, pomijani przez administrację państwową – dodaje.

Niemal codziennie ratownicy medyczni spotykają się z agresją ze strony pacjentów lub ich bliskich. Często są to osoby pod znacznym wpływem alkoholu lub środków odurzających. Coraz częściej poza agresją słowną dochodzi także do bezpośredniego ataku na ratowników – bicia, kopania, szarpania, opluwania.

- Z tego powodu chcielibyśmy, aby ratownik w związku z pełnieniem obowiązków służbowych korzystał z ochrony przewidzianej w kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych. Poczulibyśmy się bezpieczniej, a prawo bardziej by nas chroniło – wyjaśnia.

Kolejnym postulatem jest możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę. Zdaniem ratowników, nie jest możliwe wykonywanie tego zawodu w wieku np. 60 lat.

- Z tego powodu NSZZ "Solidarność" postuluje, aby ratownicy mogli przejść na emeryturę w wieku 55 lat. Chyba nikt nie wyobraża sobie, aby starsi ratownicy byli w stanie znieść pacjenta z trzeciego piętra, gdy w kamienicy nie ma windy? A przecież nie jest to żadna nadzwyczajna sytuacja, tylko codzienna rzeczywistość ratowników, którzy muszą być wszędzie tam, gdzie są akurat potrzebni – kwituje Tomasz Gatnikiewicz.

Ratownicy wrócili do pracy, ale na jak długo?

Pierwszym etapem ogólnopolskiego protestu było powstrzymanie się od pracy od 1 do 5 września. Wówczas ratownicy z Opola nie zdecydowali się przystąpić do protestu. W związku z tym, iż prowadzone wówczas rozmowy nie przyniosły pożądanego efektu, kilkunastu ratowników 1 października przyniosło zwolnienia lekarskie.

Nieobecnych zastąpili inni medycy, a wojewoda opolski Sławomir Kłosowski delegował do pomocy na SOR-ach również żołnierzy i strażaków. W wielu miastach karetki w ogóle nie wyjechały na ulice, bo nie było komu w nich jeździć. Z tego właśnie powodu, gdy w jednej z podwrocławskich szkół doszło do wypadku, w wyniku którego u jednego z uczniów doszło do zatrzymania krążenia, a w obrębie miasta i w dwóch sąsiadujących powiatach nie było wolnej karetki, do akcji ratowniczej zaangażowano śmigłowiec LPR z Opola.

10 października ratownicy medyczni wrócili do pracy, ale jak podkreślają, ich powrót do pracy wcale nie oznacza końca protestu.

- Na tę chwilę wracamy, bo chcieliśmy jedynie pokazać, co się dzieje, kiedy nas zabraknie. Nie chcemy, żeby system upadł i pacjenci zostali bez pomocy. Jeżeli nie dojdziemy do porozumienia, możliwa jest kolejna absencja lub masowe składanie wypowiedzeń w całym województwie - deklaruje

Jak dowiedziała się Nowa Trybuna Opolska, w przypadku braku porozumienia protest opolskich ratowników rozpocznie się na nowo 1 listopada i potrwa kolejne dziesięć dni. Wypowiedzenie zaś gotowi są złożyć niemal wszyscy ratownicy.

- Przed nami 1 listopada, wiemy z doświadczenia, jak trudny to czas, zwłaszcza na drogach. Nie chcemy pozostawić innych służb samych sobie na okres Wszystkich Świętych, ponieważ jesteśmy świadomi, że grozi to bardzo dużym niebezpieczeństwem dla pacjentów. O naszych postulatach mówiliśmy jednak od początku tego roku. Informowaliśmy przełożonych i ministerstwo, że nasza cierpliwość się kończy i że we wrześniu rozpocznie się protest. Jeśli ktoś nie traktował tych ostrzeżeń poważnie, to nie jest to nasza wina. Rząd ma jeszcze czas, aby nas wysłuchać. Liczymy, że do końca miesiąca dogadamy się z resortem zdrowia – mówi ratownik.

Jednocześnie zwraca uwagę, że żaden z opolskich ratowników, który poszedł w październiku na zwolnienie, nie symulował choroby.

- Nasz stan chorobowy był dokładnie weryfikowany przez ZUS i NFZ i żadnych nieprawidłowości te organy się nie dopatrzyły – dodaje.

Czy uda się spełnić żądania ratowników?

Wojewoda opolski Sławomir Kłosowski liczy na jak najszybsze zakończenie protestu, podkreślając, że rozmowy na szczeblu centralnym trwają i zmierzają już do osiągnięcia konsensu.

- Jestem dobrej myśli, szczególnie biorąc pod uwagę, że postulaty ratowników medycznych pracujących w karetkach zostały spełnione. Mam nadzieję, że przejęci troską o bezpieczeństwo pacjentów z naszego regionu, ratownicy na SOR-ach nie odejdą od swojego miejsca pracy – tłumaczy wojewoda.

Podkreśla jednak, że październikowym protestem w Opolu był zaskoczony, ponieważ nigdy nie sprzyja to prowadzonym negocjacjom, gdy chwilę przed podpisaniem porozumienia, jedna ze stron rozpoczyna akcję protestacyjną.

- Do porozumienia potrzebna jest dobra wola obu stron. Mogę zapewnić, że rząd robi wszystko, aby sprostać żądaniom ratowników, więc jeśli z ich strony również będzie podobna chęć do kompromisu, negocjacje zakończą się sukcesem – dodaje

Przełomowe odkrycie polskich naukowców

Wideo

Materiał oryginalny: Opole. Ratownicy medyczni wrócili do pracy po proteście, ale już zapowiadają kolejny. Czy ich postulaty zostaną spełnione? - Nowa Trybuna Opolska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek
Wiem wiem najtrudniej pomóc samemu sobie.
Dodaj ogłoszenie