Opole. Właściciel baru znów przed sądem. Wszystko z powodu feralnego końca zabawy sylwestrowej

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Opole. Właściciel baru znów przed sądem. Wszystko z powodu feralnego końca zabawy sylwestrowej. Mirela Mazurkiewicz
Sąd skazał Bartosza K., właściciela baru w Opolu, za napaść i okaleczenie obywatela Niemiec. Mężczyzna nie zgodził się z karą. Złożył apelację, licząc na uniewinnienie. Sprawa trafiła przed sąd odwoławczy.

Pokrzywdzonym jest 36-letni Bjorn G., Niemiec, który w Polsce wraz z rodziną witał Nowy Rok. W sylwestrową noc wspólnie z przyjacielem bawili się na balu przebierańców, organizowanym przez jeden z lokali w Małym Rynku w Opolu. Bliscy Bjorna G. wrócili do domu wcześniej. On z przyjacielem został. Nad ranem, w pierwszych godzinach 2017 roku, postanowili wracać.

- Nie wypiłem zbyt wiele alkoholu, bo następnego dnia mieliśmy wracać do Niemiec - mówił pokrzywdzony przed Sądem Rejonowym w Opolu, do którego trafiła sprawa. - Do domu wracaliśmy z kolegą w przebraniach. Niedaleko lokalu zaczepił nas mężczyzna. Wyśmiewał się z nas, był bardzo agresywny i niespokojny. Nie mówię po polsku, ale zrozumiałem wulgarne słowa.

Między mężczyznami doszło do wymiany zdań. Pokrzywdzony twierdzi, że chciał, by agresor przeprosił za swoje zachowanie i życzył im szczęśliwego roku. Relacjonował w sądzie, że wyciągnął nawet w jego kierunku rękę, ale zamiast skruchy, był atak.

- On miał w ręce chyba nóż, którym ciął mnie po lewym policzku. Rana miała 11 centymetrów i sięgała od końca nosa do podbródka. Skutki odczuwam do dziś - mówił Bjorn G.

Mężczyzna mocno krwawił, trafił do szpitala. Na ławie oskarżonych zasiadł 43-letni wówczas Bartosz K., który prowadził w Opolu bar. K. był w przeszłości wielokrotnie karany. W tej sprawie nie przyznał się jednak do winy.

- Wracałem z przyjęcia sylwestrowego. Miałem trochę problemów osobistych, dlatego szedłem ze spuszczoną głową. W pewnym momencie zostałem napadnięty przed dwóch mężczyzn. Jednym z nich był Bjorn G., którego nie znałem wcześniej. Przestraszyłem się i zacząłem uciekać. Podszedłem do patrolu policji, a oni stwierdzili, że muszę pojechać z nimi, bo podobno coś zrobiłem - relacjonował sądowi oskarżony.

Bartosz K. twierdził, że nie miał przy sobie noża ani innego ostrego narzędzia. Zwracał też uwagę, że w chwili zdarzenia ważył tylko 63 kilogramy, a mężczyźni, których spotkał byli rośli. - Byłem wielokrotnie karany i gdybym faktycznie zrobił coś takiego, to raczej bym uciekał, a nie poszedł się poskarżyć policjantom - argumentował.

Sąd Rejonowy w Opolu nie uwierzył mężczyźnie i skazał go na rok i 8 miesięcy więzienia. To jednak nie zakończyło sprawy, bo oskarżony odwołał się od wyroku, licząc na uniewinnienie. Apelację wniósł również oskarżyciel posiłkowy, czyli pokrzywdzony mężczyzna i prokurator - domagając się surowszej kary.

- Sąd pierwszej instancji uznał, że pokrzywdzony - z uwagi na istotne oszpecenie - odniósł ciężki uszczerbek na zdrowiu. Sąd odwoławczy natomiast ocenił, że było zeszpecenie, ale nie istotne i zakwalifikował to jako średnie obrażenia ciała - wyjaśnia sędzia Daniel Kliś z Sądu Okręgowego w Opolu, który rozpatrywał apelację. - Dlatego sąd uznał, że w tej sytuacji kara wymierzona przez pierwszą instancję jest sprawiedliwa.

Wyrok jest prawomocny.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie