Proces "Tulipana" w sądzie w Opolu. Uwiódł zakonnicę, miał naciągnąć ponad 100 osób na 2 miliony złotych!

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
Proces Piotra K. rozpoczął się dziś (26.02.) przed Sądem Okręgowym w Opolu. Mężczyzna na tym etapie nie chciał składać wyjaśnień. Mirela Mazurkiewicz
Prokuratura uznała, że 43-letni Piotr K. z przestępstw uczynił sobie stałe źródło utrzymania. Opolski tulipan na swój urok nabierał nie tylko kobiety. Grozi mu 15 lat więzienia. W piątek (26 lutego) przed Sądem Okręgowym w Opolu ruszył proces w tej głośnej sprawie.

Zdaniem śledczych Piotr K. działał w latach 2011-2019. Być może jeszcze długo cieszyłby się wolnością, gdyby nie rozgłos, którego sobie przysporzył.

Stało się to po tym, gdy na jego wdzięki dała się nabrać zakonnica z Dobrzenia Wielkiego.

Prokuratura twierdzi, że mężczyzna uwiódł siostrę Julię (czyli Urszulę K.) i wyłudził od niej pieniądze. Zakonnica, jak wyliczyli śledczy, dała mu ponad ponad 300 tysięcy złotych z zasobów zgromadzenia, do którego należała oraz ponad 136 tysięcy złotych będących własnością pensjonariuszy DPS-u w Dobrzeniu Wielkim prowadzonego przez to zgromadzenie.

Nowy znajomy oczarował siostrę Julię do tego stopnia, że oddała mu też własne pieniądze. W sumie: 7 tysięcy złotych, 150 euro i 200 dolarów amerykańskich.

Piotr K. mówił w postępowaniu przygotowawczym, że zakonnicę poznał w pociągu, wiosną 2019 roku. Kobieta jechała na urlop, była w habicie, więc wiedział, z kim ma do czynienia. Siostra Julia dała mu swój numer telefonu, a on zaoferował pomoc przy pracach budowlanych.

- Nie rozmawialiśmy na tematy osobiste, bo w przedziale było dużo ludzi - mówił prokuratorowi. Przed sądem wyjaśniać na razie nie chciał. - Po tygodniu zadzwoniłem do niej. Przez jakiś czas korespondowaliśmy ze sobą. Któregoś dnia zaprosiła mnie do siebie. Opowiadała o swoich problemach, powiedziała, że chciałaby opuścić zakon, ale musi na to zarobić. Mówiła, że ma pieniądze, ale nie powiedziała, ile.

Piotr K. po dwóch dniach poprosił nową znajomą o pożyczkę, a ona się zgodziła. Nie pamiętał, ile dokładnie dostał, ale - jak twierdził - mogło to być 75 tysięcy złotych. Miał je przeznaczyć na obrót miedzią.

- Chciałem pomnożyć te pieniądze, ale nic z tego interesu nie wyszło, więc po kilku dniach wróciłem, żeby oddać pożyczkę. Siostra Julia stwierdziła, że nie minął jeszcze czas, na jaki się umawialiśmy. Powiedziałem, że mam na oku większą inwestycję, a wtedy ona zaproponowała, że może pożyczyć mi więcej, bo też chciała zarobić. Najpierw interes przynosił dochód, a później się posypało - opisywał prokuratorowi. - Siostra Julia mówiła, że przez ostatnie 18 lat, jak jest w zakonie, siostra przełożona zabiera jej wszystkie pieniądze. Powiedziała, że pieniądze, które mi dała, to zaległe wynagrodzenie za te wszystkie lata. Dopiero dwa tygodnie później przyznała się, że zabrała je z kasy zgromadzenia. Chciałem jej to wszystko oddać, jak zakończę inwestycje.

Mężczyzna utrzymuje, że z siostrą zakonną nie łączyła go intymna relacja

Prokuratura twierdzi, że zgromadzone w sprawie dowody świadczą o czymś innym. Finalnie 42-letnia zakonnica usłyszała zarzut przywłaszczenia mienia (nie jest sądzona w tym procesie).

Piotr K., zdaniem śledczych, za każdym razem miał podobny modus operandi. Wchodził ze swoimi ofiarami w osobiste relacje i wykorzystywał ich zaufanie. Pożyczał pieniądze na intratne inwestycje lub na rozwój własnej firmy, po czym znikał.

Podawał się m.in. za byłego policjanta, detektywa czy windykatora, a jego ofiarami padały nie tylko kobiety. Oferował też pomoc w odzyskaniu długów albo w zakupie pojazdów po okazyjnych cenach. Po tym, jak dostawał zaliczki - znikał.

Mężczyzna twierdził w postępowaniu przygotowawczym, że chciał oddać pieniądze siostrze Julii, ale nie zdążył, bo trafił za kratki.

- Jestem w stanie w szybki sposób spłacić te pożyczki, gdybym pozostał na wolności. Mam swoich wierzycieli, którzy łącznie są mi winni ponad milion złotych - przekonywał prokuratora.

Nawet gdyby tak było, nie rozwiązuje to problemów Piotra K. Prokurator wyliczył bowiem, że mężczyzna wyłudził w sumie od swoich ofiar ponad 2 miliony złotych. Oskarżony w przeszłości odsiadywał wyrok. Twierdzi też, że jest uzależniony od hazardu.

Oprócz Piotra K. na ławie oskarżonych zasiadła również jego partnerka Katarzyna Z., która usłyszała zarzut pomocnictwa (miała m.in. odbierać pieniądze od ofiar) oraz Marek D., który zdaniem śledczych udostępnił rachunek bankowy, by mogły na niego zostać przelane pieniądze z oszustwa.

Czwartym oskarżonym jest Michał K., czyli kolega oskarżonego z więziennej celi, który również miał pomagać naciągaczowi. Na pierwszej rozprawie mężczyzna nie pojawił się, przedkładając zwolnienie lekarskie.

Koronawirus groźny tylko w pomieszczeniach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie