Śląska gwara w "Biblii Ślązoka" wyraźnie nie przypadła do gustu ekspertom z Rady Języka Polskiego

Jacek Bombor
Oskarżam Radę Języka Polskiego o analfabetyzm wtórny. To nie jest coś takiego, że ktoś nie potrafi czytać. Występuje wówczas, gdy ktoś potrafi czytać, ale sensu nie rozumie – mówi rybnicki pisarz.
Oskarżam Radę Języka Polskiego o analfabetyzm wtórny. To nie jest coś takiego, że ktoś nie potrafi czytać. Występuje wówczas, gdy ktoś potrafi czytać, ale sensu nie rozumie – mówi rybnicki pisarz.
Niezgodność z treścią Biblii, nieuzasadniona poufałość, gwarowe zdrabnianie imion, teologiczna beztroska, mieszanie sacrum z profanum – to główne zarzuty ekspertów Rady Języka Polskiego wobec m.in.

Niezgodność z treścią Biblii, nieuzasadniona poufałość, gwarowe zdrabnianie imion, teologiczna beztroska, mieszanie sacrum z profanum – to główne zarzuty ekspertów Rady Języka Polskiego wobec m.in. „Biblii Ślązoka” Marka Szołtyska.

Rada zwróciła się nawet z prośbą o interwencję w tej sprawie do przewodniczącego Rady Naukowej Episkopatu, bp. Stanisława Wielgusa, by w przyszłości zapobiec „niepokojącym zjawiskom”.

„Bydziesz poczciwym Ślązokiym”

– To tak, jakby ktoś z bajki o Czerwonym Kapturku pisał doktorat o życiu wilków w Bieszczadach. Znajdzie tam, że po rozcięciu brzucha wilki nadal mogą żyć dalej. Kretyństwo kosmiczne – komentuje ostro autor „Biblii Ślązoka”, Marek Szołtysek. – Oskarżam RJP o analfabetyzm wtórny. Otóż to nie jest coś takiego, że ktoś nie potrafi czytać. Występuje wówczas, gdy ktoś potrafi czytać, ale sensu nie rozumie – komentuje.

Już z samej ryciny na okładce jasno wynika przecież kontekst książki:

– Ponboczek na górze Synaj daje Mojżeszowi tablicę. Nie ma tam 10 przykazań, ale napis: „Bydziesz poczciwym Ślązokiym”. Poza tym opowieści biblijne w tej publikacji zestawiam z rzeczywistymi wydarzeniami na Śląsku. Na przykład przypowieść Dawida z Goliatem porównuję do walki śląskich powstańców z Niemcami – dodaje Szołtysek.

Pisarz nie ma pojęcia, dlaczego uznano, że jego publikacja ma mieć coś wspólnego z regionalno-gwarowym tłumaczeniem Pisma Świętego. Przecież już we wstępie napisał, że książka ta powstała z potrzeby serca.

– Pisząc ją miałem przed oczyma swoją babcię Agnieszkę, która niegdyś oprowadzała mnie po parafialnym kościele, omawiając figury świętych i stacje drogi krzyżowej – wyjaśnia autor. – Nigdzie w „Biblii Ślązoka” nie jest napisane, że jest to tłumaczenie. Jest to opowiadanie różnych historii biblijnych w gatunku literackim, który nazwałem: „śląsko babcia godo”.

„Przifurgnął z nieba anioł Gabriel. Wloz do chałpy, kaj miyszkała tako jedna piykno a pobożno frelka Maryjka...”

RJP wskazała na lekceważące słowo „frelka”, odnoszone do Maryi. Nie podobało im się również słowo: „najszykowniejszo”, używane w znaczeniu „błogosławiona”.

– Najpierw mnie zdefiniowano, że tłumaczyłem Biblię, co jest nieprawdą. To jakby ktoś powiedział, że jest słoniem, a potem zwołał komisję troski o jego trąbę – komentuje Szołtysek.

Dlaczego „frelka”? Przypomniał sobie znowu opowiadanie babci, starał się wczuć w jego klimat.

– W moim rozumieniu gwary, najpierw jest mało dziołszka, to gdzieś dziewczynka do 10 lat. Nieco starsza, 13, 14, 15 lat, to już frelka. A potem to już była panna na wydaniu, a na końcu baba. Matka Boska nie była dziołszką, według mnie nie była jeszcze panną, bo miała według różnych teologów około 16 lat. Wiedząc poniekąd, że była bardzo młoda, postanowiłem użyć akurat tego sformułowania – tłumaczy. – Można oczywiście dyskutować. Wy uważacie, że frelka jest źle, ja uważam, że dobrze. Kto napisał książkę, wy czy jo? Jo!

Dziwi się, że był atakowany nawet za sformułowanie: „Archanioł przifurgnął”.

– A przepraszam bardzo. Mioł skrzydła, czy nie mioł? Mioł, więc przifurgnął – przekonuje ze swadą Szołtysek.

„Beztoż to z chałpy w Nazarycie wyszoł Zefek ze swoją babą Maryjką, kero spodziywała się dziecka”

Ekspertom z RJP nie podoba się na przykład to, że „Ponboczek” u Szołtyska to zarówno Bóg Ojciec, jak i Jezus... „Ponboczek kozoł ci pedzieć, że poczniesz i urodzisz synka (...) o kerym bydom godać, że je Ponboczkowym Synkiym” (zwiastowanie, por. Łk 1,31–32, s. 46). Autorzy wypracowania podają też inny przykład: „Ponboczek uros na fajnego karlusa”.

– Ten, co to pisał, chyba w ogóle na religię nie chodził. Przecież mamy Boga w trzech osobach: Syn Boży, Bóg Ojciec i Duch Święty – uśmiecha się. – Poza tym tak mówiono w moim domu i w domach moich kolegów. Mamy nas straszyły, że jak będziemy nieposłuszni, to nam Ponboczek pokoże! Tak się godało, koniec i kropka – dodaje.

Błędem było ponoć również to, że Szołtysek nazywał Św. Józefa ojcem Pana Jezusa.

– Oczywiście, to jest pewna przenośnia, ale w tym momencie musielibyśmy przecież spalić na stosie wszystkie kolędy, bo tam mowa właśnie o tym. Za samą Biblię też się trzeba wziąć, bo przecież gdy Chrystus jako młodzieniec zgubił się w świątyni, po odnalezieniu Maryja powiedziała mu: „Ojciec twój i ja z bólem serca szukaliśmy ciebie”. To jeszcze z dzieciństwa pamiętam, więc zarzuty są kompletnie nietrafione – mówi autor.

„Jak Ponboczek stworzoł świat i na nim miyjsce dlo Ślozoków narychtowoł”

Wydana pięć lat temu „Biblia Ślązoka” stała się na Śląsku prawdziwym hitem. Do tej pory sprzedano 100 tysięcy egzemplarzy i nadal znajduje rzesze nowych zwolenników.

– Niektórzy mnie posądzali o koniunkturalizm, że chciałem kasę robić. Na dowód, że tak nie było, powiem, że razem z Biblią Ślązoka wydałem drugą książkę, czego nigdy wcześniej nie robiłem. Bałem się, że się nie sprzeda. Myślałem, że jest to zbyt intymne, ważne dla mnie, ale niekoniecznie dla ludzi z zewnątrz – mówi Szołtysek.

Książka wpisuje się w popularny ostatnio w Polsce gatunek gawędy, podobny choćby do opowieści Sabały, górala z Zakopanego.

– Ja jestem pisarzem, a nie teologiem. Ja tego gatunku nie wymyśliłem, on już istnieje – opowiada Szołtysek.

Widać to w każdym miejscu jego książki. Choćby na stronie szóstej, gdzie jest opis stworzenia świata. Co Ponboczek zrobił trzeciego dnia?

Ano pedzioł: „Niych mi tukej bele kto niy zamiyszko, boch tyn plac na Śląsk narychtowoł, na kerym to niyskorzij Ślązoki miyszkać bydom”.

– Jeżeli więc ktoś mi znajdzie taki fragment w oryginale hebrajskim, to mu kupię dowolnej marki samochód. I takich momentów jest tu bardzo wiele. To jest argument na to, że tu w ogóle nie ma żadnej teologii, więc o teologicznej beztrosce też nie może być mowy – odpiera zarzuty Szołtysek.
O wystąpieniu Rady Języka Polskiego m.in. w sprawie jego przekładu dowiedział się z... telewizji. Napisał odpowiedź, ostrą, ale krótką, w dwóch zdaniach. – O tym analfabetyzmie tam coś napisałem, dokładnie nie pamiętam – mówi. Przypomina, że RJP potrzebowała aż pięciu lat, by wydać swoją opinię.

„Dlo dobrego mądre godanie, a gupimu lyjty i banie”

Prof. Andrzej Markowski z RJP zwrócił się nawet z prośbą o interwencję w sprawie „Biblii Ślązoka” do przewodniczącego Rady Naukowej Episkopatu, bp. Stanisława Wielgusa. Napisał m.in. o „prywatyzacji” Biblii, w wątpliwość podał samą potrzebę takich tłumaczeń na języki „o ograniczonym zasięgu społecznym”...

– Można by również stwierdzić, że nie ma sensu pisać instrukcji obsługi aparatu fotograficznego w języku polskim, bo wszyscy znają angielski. A jak nie znasz, to siedź, cymbale, w domu. To przecież jest wolność tworzenia, to jest poza dyskusją – dodaje w swoim stylu Szołtysek.

Ma trochę żalu do ekspertów RJP. – Być może im się wydaje, że kultury regionalne są ubogie, a Śląsk prymitywny. Może chodzi o to, że porządna rzecz o religii musi być napisana po polsku, i nie należy tego profanować gwarami. I tu jest pies pogrzebany. Istnieje przeświadczenie, że w gwarze śląskiej można powiedzieć co najwyżej: „dejcie mi dwa piwa i cygarety”. To przystoi niedouczonemu człowiekowi, z nałogami, a niech se godo po śląsku. Ale już człowiek wykształcony, mówiąc o Panu Bogu nie może gwarowo wykoślawiać, bo jest be. A przecież kultura, gwara śląska, z całą swoją ludowością, była i jest tak bliska Panu Bogu i kulturze religijnej. – Dzięki temu przecież mamy ponad 400 kolęd, Niemcy czy Amerykanie tylko kilka – podkreśla pisarz.

W szkole za takie błędy dostaje się jedynki. – RJP zrobiła więc zadanie na jeden, minął czas na poprawę. Zamiast strzelać do porządnych ludzi, zachęcałbym raczej do stworzenia słownika ortograficznego gwary śląskiej – proponuje.

Mówiąc o opiniach na temat „Biblii Ślązoka”, najbardziej ceni sobie słowa i mądrość arcybiskupa Alfonsa Nossola, członka Rady Naukowej Eiskopatu. – Powiedział wyraźnie, że takie teksty ubogacają kulturę. I nie mam wątpliwości, że tak jest – przypomina Szołtysek.

/Cytaty pochodzą z „Biblii Ślązoka” autorstwa Marka Szołtyska/

Jak głosno ujadają nowe "Psy"?

Wideo

Materiał oryginalny: Śląska gwara w "Biblii Ślązoka" wyraźnie nie przypadła do gustu ekspertom z Rady Języka Polskiego - Opole Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3