Smog w Opolu. Interwencje Straży Miejskiej znacznie komplikuje epidemia koronawirusa

Piotr Guzik
Piotr Guzik
Smog w Opolu. Przez epidemię koronawirusa Straż Miejska ma problemy z interwencjami tam, gdzie zgłaszane są "kopciuchy"
Smog w Opolu. Przez epidemię koronawirusa Straż Miejska ma problemy z interwencjami tam, gdzie zgłaszane są "kopciuchy" Piotr Guzik
- W ostatnich dniach na terenie Opola można zaobserwować następującą sytuację: gdy zapada zmrok, odpalane są "kopciuchy", a czujniki wskazują na znacznie pogorszenie jakości powietrza - mówi dr Krystyna Słodczyk z Opolskiego Alarmu Smogowego.

- Taka sytuacja miała miejsce nawet w minioną niedzielę, która była dniem pięknym i słonecznym. Wystarczyło jednak, że Słońce schowało się za horyzontem, by lokalne czujniki zaczęły przekazywać alarmujące informacje. Przykładem to, co dzieło się w Nowej Wsi Królewskiej, gdzie mieliśmy do czynienia z wielokrotnym przekroczeniem dopuszczalnych norm stężenia pyłów zawieszonych - wskazuje dr Krystyna Słodczyk.

O godz. 20 czujnik przy ul. Jagiellonów wskazywał, że stężenie pyłu PM10 jest bliskie 500 proc. normy, a pyłu PM2.5 bliskie 700 proc. normy.

Znacznie przekroczenia notowano też m.in. na terenie Szczepanowic (ul. Wróblewskiego), Chmielowicach (ulice Polna i Opolska), na Wyspie Bolko (ul. Spacerowa), Pasiece (ul. Powstańców Śląskich) czy w rejonie osiedla im. AK (ul. Rzeszowska).

- W przypadku wielu miejsc mówimy o pewnej powtarzalności. Często dochodzi w nich bowiem do znacznego przekraczania norm jakości powietrza. Doceniam wysiłki miasta w kwestii poprawy jakości powietrza poprzez oferowanie dofinansowania modernizacji źródeł ogrzewania. Niestety, pozytywny efekt likwidacji szeregu "kopciuchów" psują te, które nadal zatruwają powietrze. Mapa czujników dokładnie wskazuje zresztą miejsca, gdzie normy są regularnie przekraczane. Wobec tego wskazanym byłoby, aby miasto spróbowało dotrzeć do tych mieszkańców, którzy mają stare piece. Oczekiwałabym też większej aktywności ze strony Straży Miejskiej - argumentuje ekolożka.

Katarzyna Oborska-Marciniak, rzecznik ratusza, wskazuje, że interwencje strażników miejskich związane z "kopciuchami" poważnie utrudnia epidemia koronawirusa.

- Mieszkańcy nie chcą wpuszczać funkcjonariuszy obawiając się zakażenia, bądź nie otwierają drzwi gdyż są objęci kwarantanną. Sami strażnicy mają też świadomość, że pomimo zachowywania środków ostrożności znajdują się w grupie wysokiego ryzyka zakażeniem z racji charakteru swojej pracy, związanego z kontaktami z mieszkańcami - tłumaczy.

Pani rzecznik zaznacza, że trudno jest też zmuszać mieszkańców do wymieniania źródeł ogrzewania. - Miasto oferuje spore wsparcie finansowe dla osób, które się na to zdecydują. Odwiedzaliśmy konkretne adresy z ofertą wymiany. Możemy jednak tylko zachęcać, aby z tego skorzystać - stwierdza.

Znamy decyzję w sprawie trzeciej dawki szczepionki.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie