Kwestionując fakt, że zbrodnia katyńska była ludobójstwem, Stefan Niesiołowski wywołał burzę. Historycy badający II wojnę światową jak ognia unikają komentowania słów wicemarszałka Sejmu.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
- Nie zamierzam odnosić się do słów biologa, który stara się rozjaśniać historię - mówi jeden z doświadczonych historyków. - Sprawa jest bardzo skomplikowana, bo kwestionowanie faktu, że w Katyniu Sowieci dokonali zbrodni ludobójstwa, jest gwałtem na pamięci narodowej Polaków. Z drugiej strony pod względem prawnym sprawa nie jest taka oczywista - dodaje znany badacz II wojny.

Definicja ludobójstwa została opracowana przez polskiego prawnika Rafała Lemkina w 1944 r. Dwa lata później przyjęła ją Organizacja Narodów Zjednoczonych. Od tego czasu za ludobójstwo uznaje się czyn "popełniony z zamiarem zniszczenia całkowicie lub częściowo grupy narodowościowej, etnicznej, rasowej bądź religijnej".

Definicja ONZ różni się jednak od pierwowzoru Lemkina. To na wniosek ZSRR została ona tak przeredagowana, by za ludobójstwo nie mogła zostać uznana eksterminacja grup społecznych. Gdyby taki zapis się znalazł, dziś nikt nie zastanawiałby się, czy w Katyniu mielibyśmy do czynienia z ludobójstwem. W tej kategorii zbrodni znalazłyby się także masowe mordy kułaków, duchownych czy burżuazyjnych wyzyskiwaczy w ZSRR i innych krajach komunistycznych. Ustępstwo wobec Związku Sowieckiego w 1948 r. skutkowało tym, że do tej pory żadna komunistyczna zbrodnia nie została uznana za ludobójstwo. Pod takim zarzutem nie stanął przed sądem żaden komunistyczny dyktator.

Dlatego wielu prawników od lat domaga się uzupełnienia definicji o kryteria polityczne, ekonomiczne, ideologiczne i społeczne. Gdyby tak się stało, zaczęłaby obowiązywać definicja opracowana przez francuskiego politologa Alaina Besanona, który twierdzi, że ludobójstwo "jest to rzeź zamierzona w ramach ideologii, stawiającej sobie za cel unicestwienie części ludzkości dla wprowadzenia własnej koncepcji dobra. Plan zniszczenia ma obejmować całość określonej grupy, nawet jeśli nie zostaje doprowadzony do końca w rezultacie niemożliwości materialnej czy zwrotu politycznego". Według takiego rozumienia Katyń byłby już ludobójstwem.

- W memoriale przyjętym w marcu 1940 r., na podstawie którego zastrzelono polskich oficerów, napisano, że powinni zostać zamordowani, ponieważ nie będą przydatni państwu sowieckiemu - tłumaczy prof. Wojciech Roszkowski, historyk i były eurodeputowany PiS. - Tu kryterium polityczne jest jasne.

Ciągle formalnie obowiązuje jednak definicja z 1948 r. Według niej można się spierać, czy mord w Katyniu był ludobójstwem. - To jest niepotrzebna dyskusja, bo najważniejsze jest ukaranie sprawców. I nie ma większego znaczenia, czy zostaną ukarani za ludobójstwo, czy zbrodnię przeciwko ludzkości - mówi prof. Andrzej Paczkowski. Nie zamierza się on jednak odnosić do słów Stefana Niesiołowskiego, który w wywiadzie dla "Dziennika" stwierdził, że Katyń "to była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu".

- Nie zamierzam uczestniczyć w politycznej młócce - ucina prof. Paczkowski.

Ale choć Stefan Niesiołowski całą sprawę sprowadza do sporu z Jarosławem Kaczyńskim, to jego słowa mają znacznie większe znaczenie. - Pierwszy raz od dwudziestu lat ktoś oficjalnie podważył wagę mordu w Katyniu. Bo nie ma co ukrywać, że nazywanie go ludobójstwem niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny. Kwestionowanie tego to bardzo niebezpieczna gra, na której mogą zyskać ludzie nam nieprzychylni - tłumaczy znany badacz historii II wojny.

Prof. Roszkowski dodaje, że słowa Niesiołowskiego osłabiają pozycję Polski w rozmowach z Rosją na temat odpowiedzialności za tę zbrodnię.

- W tej sprawie do tej pory obowiązywała narodowa solidarność. Wypowiedź wicemarszałka jest wyłomem w tej solidarności - dodaje historyk.

Zwłaszcza że Rosjanie już uznali zastrzelenie polskich oficerów za ludobójstwo. "Polska" dotarła do wydanego w 1993 r. "Orzeczenia komisji ekspertów" dotyczącego zbrodni katyńskiej. Pracująca dla rosyjskiej prokuratury grupa specjalistów z dziedziny prawa, historii, medycyny i wojska uznała: "Zgodnie z Konwencją o nieprzedawnieniu zbrodni przeciwko pokojowi, zbrodni wojennych i zbrodni ludobójstwa, wyżej wymienione osoby winne zamordowania 14 522 polskich jeńców wojennych z kozielskiego, starobielskiego i ostaszkowskiego obozu NKWD ZSRR i 7305 Polaków trzymanych w więzieniach i obozach zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy powinny ponieść odpowiedzialność sądową zgodnie z wewnętrznym ustawodawstwem za bezprawne nadużycie władzy, które doprowadziło do umyślnego zabójstwa na szczególnie wielką skalę, co powinno być traktowane jako ludobójstwo".

Rosyjscy eksperci uznali także, że mord katyński i inne zbrodnie rosyjskie były spełnianiem zobowiązań wynikających z radziecko-niemieckich układów z 23 sierpnia i 28 września 1939 i dołączonych do nich tajnych protokołów, które zakładały wspólne decydowanie o losach państwa polskiego, jego terytorium i armii oraz przeciwdziałanie walce wyzwoleńczej narodu polskiego.

A więc wymordowanie polskich oficerów było elementem szerszego sowiecko-nazistowskiego planu. Świadczy o tym także dalsza część dokumentu: "Po dokonaniu »wyzwoleńczego marszu« na zachodnią Białoruś i zachodnią Ukrainę, rozpoczęciu forsownych »przeobrażeń socjalistycznych« oraz wprowadzając przeobrażanie struktury społecznej i politycznej, stalinowskie kierownictwo za pomocą organów NKWD podjęło na masową skalę »odsiew elementów klasowo i narodowo obcych«".

Rosjanie uznali Katyń za ludobójstwo już w 1946 r. podczas procesu w Norymberdze. Tyle że wtedy chcieli zbrodnię przypisać Niemcom.

Wiadomości Opole, Wydarzenia Opole

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!