Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Lodówki społeczne, a nie śmietniki, po świętach pękają w szwach. Ale tylko przez moment

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
- We wtorek rano społeczna lodówka przy ul. Sienkiewicza w Opolu była wypełniona po brzegi, ale zawartość rozeszła się w mgnieniu oka - mówi Bożena Schultz z PCK w Opolu. - Warto pamiętać, że to z lodówek można korzystać nie tylko w okresie okołoświątecznym. I wielu opolan nie trzeba do tego zachęcać.
- We wtorek rano społeczna lodówka przy ul. Sienkiewicza w Opolu była wypełniona po brzegi, ale zawartość rozeszła się w mgnieniu oka - mówi Bożena Schultz z PCK w Opolu. - Warto pamiętać, że to z lodówek można korzystać nie tylko w okresie okołoświątecznym. I wielu opolan nie trzeba do tego zachęcać. Robert Lodziński
Dzięki nim, przed zmarnowaniem bronią się sałatki, mazurki, świąteczne baby i wiele, wiele innych smakołyków. Trudno to jednak uchwycić na zdjęciach, bo pozostawione przez opolan jedzenie znika w mgnieniu oka.

- Każdego roku obiecuję sobie, że przygotuję na święta mniej jedzenia, ale nigdy nie jestem w stanie wstrzelić się idealnie w apetyt moich gości – przyznaje pani Jadwiga spod Ozimka. - Na Wielkanoc zaprosiłam najbliższą rodzinę, w sumie przy stole zebrało się 10 osób. Każdy chciał mnie choć trochę odciążyć i potraw, jak co roku, było więcej niż miejsca w żołądkach.

Pani Jadwiga mówi, że na przestrzeni lat jej podejście do marnowania żywności mocno się zmieniło. Początkowo tak planowała poświąteczne menu, by wykorzystać jak najwięcej z wielkanocnego stołu.

- Teraz wiem, że tak się nie da – przyznaje. – Po czterech dniach domownicy nie mogli już patrzeć na sałatki, a ja przerabiałam je na różne sposoby, żeby nie wyrzucić. Podobnie było ze słodkościami. W tym roku, gdy tylko goście wyszli, spakowałam to, co zostało i obdzieliłam znajomych, u których wiem, że się nie zmarnuje. Resztę zawiozłam do lodówki społecznej w Opolu. Zebrały się tego dwie spore torby. W domu zostało bardzo niewiele, tyle co na poniedziałkowy obiad.

Polski Czerwony Krzyż w stolicy regionu ma dwie społeczne lodówki: przy ul. Sienkiewicza 2 (nieopodal Solarisa) oraz przy ul. Huabala 10. Oprócz nich, zarówno w Opolu, jak i w różnych miastach województwa, spotkać można podobne inicjatywy innych osób i organizacji. Niektóre lodówki zapełniały się wielkanocnymi pysznościami jeszcze przed świętami.

– Na Facebooku działa grupa Uwaga śmieciarka jedzie, gdzie ludzie oddają to, czego nie potrzebują. Głównie są tam ubrania, akcesoria domowe – wyjaśnia Monika z Opola. – Ale w Wielką Sobotę okazało się, że któraś pani domu zrobiła za dużo sałatki jarzynowej i postanowiła się nią podzielić. Sałatka nie zdążyła dotrzeć do lodówki, choć tak radzili internauci, bo chętni znaleźli się natychmiast i byli gotowi odebrać ją z domu. Ale wiem, że moja znajoma zawiozła tam jedzenie jeszcze przed Wielkanocą.

Pani Wioletta z Opola w świąteczny poniedziałek zaniosła do lodówki społecznej pieczone mięso oraz zupę jarzynową własnego wyboru. Wszystko pieczołowicie opisane, żeby potencjalny zainteresowany miał pewność, że potrawy są świeże. Było też ciasto, którego goście przynieśli za dużo. – O pomoc poprosiłam córki, bo liczę na to, że i one w przyszłości będą wolały podzielić się nadmiarem jedzenia niż je zmarnować – mówi mama 13- i 15-latki.

Pracownicy Polskiego Czerwonego Krzyża przyznają, że w okresie okołoświątecznym społeczne lodówki cieszą się większym zainteresowaniem niż na co dzień. I to nie tylko ze strony darczyńców.

– Opolanie oddają mnóstwo smakołyków, ale one zwykle nie czekają długo na chętnych. Czasami to są dosłownie minuty i nas taka sytuacja bardzo cieszy - mówi Agnieszka Jabłońska-Berendowicz z opolskiego oddziału PCK. – Z naszych doświadczeń wynika, że z żywności chętnie korzystają nie tylko osoby bezdomne, ale też seniorzy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. Oczywiście tu nie ma żadnych kryteriów ani ograniczeń. Poczęstować może się każdy.

Cieszy jeszcze jeden fakt: z każdym rokiem zwiększa się świadomość mieszkańców, dzięki czemu do lodówek nie trafiają produkty, które powinny znaleźć się w koszu na śmieci. – Widzimy, że opolanie wkładają też sporo wysiłku, by dobrze zabezpieczyć tę żywność i oznakować, żeby osoba, która po nią sięgnie, nie miała obaw, że coś może być nieświeże – mówi przedstawicielka PCK.

Według Banków Żywności w Polsce do śmieci trafia ok. 4,8 miliona ton żywności rocznie. Ponad 50 proc. pytanych przyznaje, że wyrzuca chleb. Podobny los spotyka owoce (38 proc.), warzywa (36 proc.) i wędliny (32 proc.) Otrzeźwienie może przynieść jeszcze jedna statystyka. Z danych Federacji Polskich Banków Żywności wynika, że jeszcze przed podwyżkami cen w 2022 roku przeciętna czteroosobowa rodzina uszczuplała w ten sposób swój budżet o 2,5 tys. złotych rocznie.

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Lodówki społeczne, a nie śmietniki, po świętach pękają w szwach. Ale tylko przez moment - Nowa Trybuna Opolska

Wróć na opole.naszemiasto.pl Nasze Miasto