MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

"Panie doktorze, ile kosztuje dziecko?" Problemy z zapłodnieniem ma coraz więcej par. Pomaga im ginekolog dr Damian Ziętek

Mirela Mazurkiewicz
Mirela Mazurkiewicz
dr Damian Ziętek, lekarz-ginekolog z Referencyjnego Ośrodka Diagnostyki i Leczenia Niepłodności w Opolu.
dr Damian Ziętek, lekarz-ginekolog z Referencyjnego Ośrodka Diagnostyki i Leczenia Niepłodności w Opolu. Mirela Mazurkiewicz
Problemy z poczęciem dziecka ma już co piąta para. Droga do tego, by powitać na świecie potomka, jest dla nich długa i wyboista. - Wielu Opolan pracuje za granicą. Z partnerką spotykają się w weekend i to nie każdy. A tu – dajmy na to - w środę wypada owulacja, więc mężczyzna pokonuje kilkaset kilometrów, bo tylko współżycie w tym czasie daje szansę na poczęcie potomka. Seks przestaje być przyjemnością, a zaczyna być czynnością stricte fizjologiczną - mówi dr Damian Ziętek, lekarz-ginekolog z Referencyjnego Ośrodka Diagnostyki i Leczenia Niepłodności w Opolu.

Panie doktorze, ile kosztuje dziecko?
Dla rodzica dziecko jest bezcenne. Pyta pani zapewne w kontekście niepłodności i tu nie mam dobrych informacji. Medycyna na przestrzeni lat zrobiła gigantyczne postępy, ale nie ma takich pieniędzy, które mogłaby wyłożyć para borykająca się z tym problemem i mieć gwarancję, że doczeka się biologicznego potomstwa. Ile kosztuje dziecko? Czasami morze wylanych łez, lata stresu i niepewności, ale też fizyczny ból, związany z niektórymi procedurami medycznymi. Oczywiście bardzo często towarzyszy temu kosztowne leczenie, ale to niejedyna cena, jaką płacą pary. Ci, których problem szczęśliwie nie dotyczy, nawet nie zdają sobie sprawy, ile wysiłku wkładają ich znajomi, współpracownicy czy sąsiedzi, by zostać rodzicami. Dla przykładu, są badania, które trzeba wykonać w określonej fazie cyklu. Czasami oznacza to konieczność wyjścia z pracy, a nawet wzięcia urlopu, który jest przecież ograniczony. Cierpi na tym życie zawodowe, co powoduje z kolei frustracje. Wielu Opolan pracuje za granicą. Z partnerką spotykają się w weekend i to nie każdy. A tu – dajmy na to - w środę wypada owulacja, więc mężczyzna pokonuje kilkaset kilometrów, bo tylko współżycie w tym czasie daje szansę na poczęcie potomka. Seks przestaje być przyjemnością, a zaczyna być czynnością stricte fizjologiczną.

Seks pod presją wyniku musi być katorgą. To ma szansę się udać?
Na dłuższą metę na pewno jest to bardzo obciążające psychicznie. Stosowanie się do zaleceń lekarskich, w aspekcie zbliżeń intymnych w określonym czasie, może być czasami niekomfortowe dla pary. Zdarzają się kryzysy, gdy jeden z partnerów chce przerwać leczenie. Często zresztą na walce o dziecko cierpią relacje i to nie tylko te, między partnerami. Okazuje się na przykład, że w grupie przyjaciół jesteśmy jedynymi bezdzietnymi. Wszyscy wokół dopytują „kiedy wy”, a oni w środku krzyczą z bólu. Nie wszyscy mówią otwarcie o problemie, dlatego takiej parze czasami łatwiej jest zerwać kontakt, niż mierzyć się z trudnymi pytaniami. To samo dotyczy zresztą relacji rodzinnych, gdy bliscy – w dobrej wierze - dopytują o dziecko. Nie wiedzą, że jego brak nie wynika z wygodnictwa, tylko z tego, że wiele lat leczenia nie przyniosło efektu. Ogromnym ciosem bywa też to, gdy rodzinie czy przyjaciołom rodzą się dzieci. Z jednej strony moi pacjenci dobrze im życzą, ale z drugiej – patrzenie na szczęście, za które oni oddaliby wszystko, powoduje wręcz fizyczny ból.

Problem jest spory, bo z badań wynika, że obecnie co piąta para ma trudności z poczęciem dziecka. Co zabija naszą płodność?
Problem jest wielowątkowy i może być podyktowany niezdrowym trybem życia, używkami, stosowaniem leków pogarszających płodność, brakiem świadomości własnego ciała, aż wreszcie - poważnymi chorobami. Może dotykać kobiety, mężczyzny lub jednoczasowo - pary. Problem może dotyczyć zarówno ciała jak i duszy, nie lekceważyłbym tego drugiego aspektu. Widziałem już takie przypadki, gdy pacjentka przez długie lata walczyła o to, by zajść w ciążę, ale upragnione dwie kreski na teście nie pojawiały się. W końcu para pogodziła się z tym, adoptowała dziecko i nagle – w wieku 41-lat - pojawiała się ciąża, poczęta w sposób naturalny. Dlatego w naszym ośrodku podchodzimy do problemu kompleksowo, zapewniając również wsparcie psychologiczne. I to działa.

Jak długo walczyli pana rekordziści?
Kilkanaście lat. Oczywiście nie u wszystkich te starania trwają tak długo. Martwić może natomiast fakt, że par z problemami przybywa.

Z czego to wynika?
Z braku świadomości, że płodność - szczególnie u kobiet - zmniejsza się z wiekiem i nie jest dana każdej parze na zawsze. Wiele osób odkłada plany macierzyńskie, co może skutkować wystąpieniem poważnych problemów w staraniach o dziecko. Wraz z wiekiem coraz częściej pojawiają się choroby przewlekłe, które mogą odroczyć starania macierzyńskie, a nawet je uniemożliwić. Do tego dochodzą szaleńcze czasy, w jakich żyjemy. Młodzi ludzie, wkraczając w dorosłość, chcą zwiedzać świat, korzystać z uroków życia, mają potrzeby mieszkaniowe. Sytuację ratuje jeden czy drugi kredyt, który trzeba spłacać. Pojawia się presja, bo jeśli nie zarobię wystarczająco dużo, moje marzenia prysną jak bańka mydlana, a dom czy samochód zabierze komornik. Nasi rodzice i dziadkowie mieli mniej, ale za to żyli spokojniej.

Ten pęd na pewno przekłada się na jakość seksu, bo trudno czerpać z niego przyjemność mając z tyłu głowy widmo komornika. To wpływa na skuteczność starań o potomstwo?
Stres na pewno wpływa na regularność cyklu u kobiet oraz na jakość nasienia u mężczyzn. Do tego czasami dochodzi praca ponad siły, używki, leki sterydowe czy nadmierny wysiłek fizyczny. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Aktywność fizyczna jest zalecana, ale zbyt duży wysiłek może spowodować zaburzenia owulacji.

Wspomniał pan o czasach naszych dziadków. Przeczytałam jakiś czas temu książkę „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak. Od opisanych tam historii dzieli nas raptem 100 lat. Kobiety jadły marnie, pracowały ponad siły – często od rana do nocy – i wiele z nich rodziło niemal co rok. Kolejne ciąże wcale nie były powodem do radości. Dzieci trzeba było wykarmić, nie mówiąc już o ubraniu. Bywało, że w domu była tylko jedna para butów, którym rodzeństwo wymieniało się przy kapliczce, żeby na mszę pójść godnie, czyli nie z bosymi stopami. 100 lat wystarczyło, abyśmy wpadli w drugą skrajność, bo dziś dziecko bywa luksusem.

Nie było elektryczności, więc rytm dnia wyznaczały wschody i zachody słońca. Nasi przodkowie jedli zdrowiej, to co sami wyhodowali. Nie stosowali środków chemicznych, konserwantów, które nie są obojętne dla zdrowia. Patrząc przez pryzmat moich pacjentów stwierdzam, że na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat jakość parametrów nasienia znacznie spadła. Tempo życia niewątpliwie miało na to wpływ. Gdy zaczynałem pracę, niepłodność dotyczyła częściej kobiet. Dzisiaj leczymy pary i zaryzykowałbym tezę, że obecnie przyczyna równie często leży po stronie kobiet, co mężczyzn. W przypadku panów najczęstszym problemem są wspomniane niskie parametry nasienia, wynikające ze stresu, trybu pracy, chorób, stosowanych leków, które mogą niekorzystnie wpływać na funkcjonowanie jąder. U pań z kolei na płodność mogą wpływać m.in. problemy hormonalne, genetyczne czy endometrioza.

Kobiety, które mają problem z zajściem w ciążę, często pytają rozżalone, jak to się dzieje, że w rodzinach patologicznych, gdzie alkohol leje się strumieniami, gdzie odpala się papierosa od papierosa, nie mówiąc już o innych używkach, dzieci rodzą się jedno po drugim. A one zdrowo jedzą, łykają suplementy, czasami rezygnują nawet z kawy, żeby stworzyć idealne warunki – i nic.
Rozczaruję panią, ale nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, choć po latach pracy doskonale wiem, jak bardzo jest to frustrujące.

Lekarze są zgodni co do tego, że odkładnie macierzyństwa na później nie pomaga sprawie.
Podpisuję się pod tym. Wiele moich pacjentek to panie, które doskonale realizują się na polu zawodowym, ale plany macierzyńskie odkładają na później. W tej grupie sporo kobiet decyduje się na pierwsze dziecko po trzydziestce, a nawet bliżej czterdziestki, a fakty są takie, że płodność po 25. roku życia zaczyna spadać. Jako lekarz jestem zobligowany zachęcać panie do łączenia życia zawodowego z rodzinnym i ostrzegać przed negatywnymi konsekwencjami odkładania macierzyństwa. Dobrym pomysłem jest profilaktyczne wykonanie badania z krwi w kierunku oceny rezerwy jajnikowej (AMH), które pozwoli mniej więcej oszacować, czy mamy jeszcze czas na decyzję o macierzyństwie, czy może powinniśmy się spieszyć. Kobiety rodzą się z określoną liczbą komórek jajowych i z każdym miesiącem ich ubywa. To nieodwracalny proces, a badanie pozwoli nam ocenić, na jakim etapie jesteśmy. Takie badanie kosztuje mniej niż 200 złotych.

Ustaliliśmy już, że statystycznie problem dotyczy co piątej pary. Ilu z nich jesteście w stanie pomóc?
W referencyjnym ośrodku diagnostyki i leczenia niepłodności zajmujemy się tym od 2016 roku. W tym czasie pod opieką mieliśmy 1,4 tys. pacjentek i statystyki pokazują, że blisko 30 proc. z nich byliśmy w stanie pomóc, bo doczekały się wymarzonego dziecka. W razie niepowodzenia kolejnym krokiem jest wspomagany rozród - czyli m.in. in vitro oraz inseminacja - i dzięki tym procedurom oczywiście pojawiły się kolejne ciąże. W przypadku in vitro, gdybyśmy spojrzeli podręcznikowo, ponad 40 proc. pierwszych transferów zarodków kończy się sukcesem.

Spotkałam się z opinią, że pary, które latami walczą o potomstwo, wydają tyle, ile kosztuje niezły samochód. To prawda?
W naszym ośrodku, który działa przy szpitalu ginekologiczno-położniczym w Opolu, diagnostyka oraz leczenie są bezpłatne. Dodatkowo, dzięki programowi „Szansa na rodzicielstwo”, finansowanemu przez urząd marszałkowski, możliwe jest przeprowadzenie 135 procedur in vitro i 130 inseminacji. W tym przypadku para pokrywa jedynie 20 proc. kosztów (dofinansowanie jest do wysokości 10 tys. złotych). Program ruszył siedem miesięcy temu i pierwsze efekty już są, bo mamy ponad 40 potwierdzonych ciąż. Liczę na to, że sytuację par poprawi też rządowy program, który ma wystartować od 1 czerwca. W tym przypadku za procedury in vitro prawdopodobnie w całości zapłaci państwo.

Pary, które spotyka pan w gabinecie, mają wątpliwości natury etycznej dotyczące in vitro?
Moją rolą jest przedstawić tę kwestię z medycznego punktu widzenia. Para sama musi podjąć decyzję, ale rzadko się zdarza, by ktoś zrezygnował z tego powodu.

Mówi pan przekornie, że im dłużej zajmuje się niepłodnością, tym mniej o niej wie. Dlaczego?
Do mojego gabinetu trafiła kiedyś pacjentka z nieprawidłowymi wynikami hormonalnymi i tak niską rezerwą jajnikową, że na ciążę nie było praktycznie szans. Dodatkowe badania właściwie tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jesteśmy w stanie jej pomóc. Tak mówią podręczniki, a tymczasem pani zaszła w ciążę i urodziła zdrowe dziecko. Dlatego nigdy nie powiem „przykro mi, pani nie będzie miała dziecka”. Dla odmiany mieliśmy też takie pary, których wyniki były idealne, a jednak ciąża nie pojawiała się. To dla mnie dowód, że medycyna nie zawsze jest w stanie znaleźć przyczyny niepłodności i potwierdzenie, jak wielką rolę odgrywa psychika, o której mówiłem wcześniej. Moi pacjenci oczekują czasami, że zrobimy diagnostykę, zapiszemy lekarstwa i wszystko rozwiążemy. Problem jest czasami bardziej skomplikowany, przez co wymaga zaawansowanego postępowania diagnostycznego i włączenia celowanego leczenia. Nie ma cudownej tabletki leczącej niepłodność, ale - w wielu przypadkach - prowadząc zdrowy tryb życia i dbając o komfort psychiczny możemy osiągnąć zamierzony cel.

Co powiedziałby pan młodej kobiecie, która chce robić karierę, zarabiać duże pieniądze, a decyzję o macierzyństwie zostawia na później? Bo przecież celebrytki pierwsze dzieci rodzą dzisiaj nawet dobrze po czterdziestce.
Powiedziałbym, żeby z pierwszą ciążą nie czekała dłużej niż do 30 roku życia. Świadoma, wykształcona kobieta nie powinna odkładać decyzji na później, bo może się okazać, że ogólny bilans wyjdzie na minus.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Koniec kariery wielkiej aktorki. Judi Dench rezygnuje z aktorstwa

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: "Panie doktorze, ile kosztuje dziecko?" Problemy z zapłodnieniem ma coraz więcej par. Pomaga im ginekolog dr Damian Ziętek - Nowa Trybuna Opolska

Wróć na opole.naszemiasto.pl Nasze Miasto