Konrad Kostrzycki - łagodny olbrzym, który na Opolszczyźnie przeszedł drogę od Swornicy do Odry [SYLWETKA, ZDJĘCIA]

Wiktor Gumiński
Wiktor Gumiński
Zanim Konrad Kostrzycki stał się podstawowym obrońcą Odry Opole, piłkarskie szlify zbierał na Opolszczyźnie w Swornicy Czarnowąsy (2013), Pomologii Prószków (2013-2014) oraz Ruchu Zdzieszowice (2014-2020).
Zanim Konrad Kostrzycki stał się podstawowym obrońcą Odry Opole, piłkarskie szlify zbierał na Opolszczyźnie w Swornicy Czarnowąsy (2013), Pomologii Prószków (2013-2014) oraz Ruchu Zdzieszowice (2014-2020). Wiktor Gumiński
Udostępnij:
Na Opolszczyznę trafił jako nastolatek. Już wtedy wyróżniał się wzrostem, ale piłkarskie umiejętności miał zbliżone do wielu rówieśników. Nie był samorodnym talentem. Dziś nazwisko Konrada Kostrzyckiego doskonale kojarzy jednak każdy kibic piłkarski w naszym regionie. Nic dziwnego, skoro obecnie jest on jednym z kluczowych zawodników 1-ligowej Odry Opole.

Prolog: Swornica Czarnowąsy

Piłkarskie początki Kostrzyckiego na Opolszczyźnie sięgają 2013 roku, kiedy to w zimie, jako zaledwie 16-latek trafił do Swornicy Czarnowąsy. I to od razu do drużyny seniorów, która rywalizowała wówczas w 3 lidze.

- Naszym piłkarzem był wtedy Błażej Wróbel, który z tego co pamiętam jest spokrewniony rodzinnie z Konradem. Wydaje mi się, że to on w dużej mierze przyczynił się do tego transferu. Szukaliśmy zdolnego młodzieżowca, a Konrad szkolił się w młodzieżowych ekipach GKS-u Bełchatów, czyli klubu, który wówczas występował w ekstraklasie. Jego przyjście bardzo nas ucieszyło – mówi Wojciech Lasota, pierwszy trener Kostrzyckiego na Opolszczyźnie.

- Błażej jest moim kuzynem, ale akurat jego wpływ na moje przenosiny do Swornicy był niewielki – wyjaśnia Kostrzycki. – Trafiłem do niej generalnie przez zrządzenie losu. Już latem 2012 roku zagrałem w jej barwach sparing, ale do transferu doszło dopiero zimą. Był to wtedy jedyny klub, jaki złożył mi ofertę.

Trener Lasota od początku odważnie stawiał na urodzonego w Wieluniu zawodnika, który w Swornicy piłkarskiego rzemiosła uczył się od kilku uznanych piłkarzy w naszym regionie, takich jak Marcin Rogowski, Jakub Bella, Bartłomiej Jacek czy Wojciech Scisło. Po paru kolejkach rundy wiosennej w klubie doszło jednak do zmiany szkoleniowca. Od tego momentu położenie Kostrzyckiego w drużynie diametralnie się zmieniło.

- Większość minut dla Swornicy rozegrałem, kiedy prowadził ją trener Lasota. Po tym, jak zastąpił go Andrzej Polak, występowałem już sporadycznie – przypomina zawodnik.

Będąc zawodnikiem 3-ligowego klubu, Kostrzycki jednocześnie uczył się w liceum w Prószkowie. Kolejny etap w jego piłkarskim życiu związany był już na dobre z tym miejscem.

Rozdział 1: Pomologia Prószków
W sezonie 2013/14 Kostrzycki zdecydował się odpuścić rywalizację wśród seniorów. Chciał sprawdzić się na tle najlepszych juniorów w Polsce, co było możliwe dzięki grze dla Pomologii Prószków. Uczestniczyła ona wtedy w Centralnej Lidze Juniorów.

- To było dobre posunięcie – nie ma wątpliwości sam piłkarz. – W zespole panowała duża rywalizacja, więc musiałem walczyć o swoje. Nie było nic za darmo. To jednak przyczyniło się do tego, że podczas pobytu w Pomologii przede wszystkim mocno poprawiłem swoje wyszkolenie techniczne.

- Konrad zdecydował się wtedy na krok nieoczywisty, ale zarazem bardzo świadomy – zauważa Lasota. – Wielu piłkarzy po posmakowaniu już w tak młodym wieku występów w seniorach, wiążących się z pewnymi gratyfikacjami finansowymi, miałoby problem, by z powrotem przestawić się na rywalizację wśród juniorów. Konrad zupełnie jednak nie myślał w ten sposób. Już wtedy było widać, że ma silną psychikę i konkretny pomysł na swoje sportowe życie.

W Pomologii Kostrzycki podnosił swoje umiejętności pod okiem Adama Berbelickiego i Aleksandra Kalbrona – trenerów powszechnie uważanych za najlepszych fachowców od pracy z młodzieżą na Opolszczyźnie. Kiedy ci pierwszy raz ujrzeli go w akcji, wcale nie uznali go za wybitną jednostkę.

Tak wspomina go Kalbron: - Kiedy Konrad do nas trafił, już był bardzo wysokim graczem (obecnie mierzy 196 cm wzrostu – red.). Pewne umiejętności oczywiście posiadał, ale nie takie, żeby rzucił nas na kolana. Cały czas jeszcze wtedy rósł, przez co miał zaburzoną koordynację ruchową. Dużo więc pracowaliśmy nad jej poprawą. Wiedzieliśmy, że docelowo będzie szykowany do gry na środku obrony, ale nie od razu tam go wystawialiśmy. Sporo spotkań rozegrał u nas jako defensywny pomocnik.

Berbelicki uzupełnia: - Z racji wzrostu i nieukształtowania koordynacyjnego, Konradowi w środku pola wiodło się różnie. Był zawodnikiem jednym z wielu i ciężko musiał pracować na miejsce w podstawowym składzie. Nie miał dobrej techniki i mobilności, więc cały czas musiał coś udowadniać. I to właśnie robił, mimo że czasami oczywiście przydarzały mu się błędy.

- Chcieliśmy, żeby Konrad miał u nas początkowo jak najwięcej kontaktów z piłką i uczył się nią operować pod presją przeciwnika – podkreśla Kalbron. – Wiedzieliśmy, że jeśli to opanuje, później płynne granie piłką od tyłu przyjdzie mu naturalnie, a nie będzie szukać jedynie długich podań. Naszym celem było rozwinięcie go pod kątem gry kombinacyjnej na małej przestrzeni i rzeczywiście w tym aspekcie Konrad zrobił w Pomologii duży skok jakościowy.

Z czasem Kostrzycki został przesunięty na pozycję, na której występuje na dobre już od kilku lat, czyli właśnie środkowego obrońcy. Kiedy opuszczał szkołę, trenerzy jednoznacznie nie obiecywali mu jednak, że kiedyś będzie występować na szczeblu centralnym. Podkreślają natomiast, że sam zainteresowany już wtedy pod pewnymi względami wyróżniał się na tle rówieśników.

- Chodziło nie o umiejętności, a o upór i chęć do pracy – przyznaje Berbelicki. – Był bardzo inteligentną osobą, z którą można było rozmawiać o wielu rzeczach i już wtedy traktować go jak człowieka w pełni dorosłego. Nigdy się nie poddawał i ta jego wytrwałość procentowała nie tylko w Pomologii, ale również na późniejszych etapach jego kariery.

- Największe wrażenie robiła na mnie jego samoświadomość – dodaje z kolei Kalbron. – Odkąd znam Konrada, zawsze był on zdeterminowany ku temu, by iść w kierunku piłki. Praca z nim była przyjemnością. Na boisku grał po męsku, twardo, ale poza nim nigdy nie zdarzyło się, by źle odezwał się do jakiegokolwiek trenera. Był po prostu bardzo dobrze wychowany. Uważnie słuchał, samemu dodatkowo pracował nad sobą i, co najważniejsze, robił to cierpliwie.

Kostrzycki musiał też przyzwyczaić się do sytuacji, że podczas pobytu w Pomologii nie zawsze miał zapewnione noclegi w internacie.

- Wtedy nie mieliśmy możliwości, by przebywał w nim od poniedziałku do niedzieli – tłumaczy Berbelicki. – Mieszkał tam w tygodniu, a w weekendy, kiedy graliśmy mecze, robiliśmy dla niego wyjątek. Miał do domu sporo dalej niż pozostali chłopcy, wiec szukaliśmy mu różnych miejsc noclegowych dookoła Prószkowa. Za sprawą nieocenionej pomocy Henryka Olsoka zawsze udawało się coś znaleźć i dzięki temu mogliśmy regularnie na Konrada liczyć.

- Początkowo nie miałem prawa jazdy, więc rzeczywiście rzadko wracałem do domu – mówi Kostrzycki. – Co do noclegów w różnych miejscach, nie zastanawiałem się nigdy nad tym, dlaczego tak było. Po prostu przez wiele lat tak funkcjonował internat, więc należało się dostosować. Tym bardziej, że nie ode mnie to zależało. Ja chciałem przede wszystkim pomóc drużynie.
W Pomologii Prószków Kostrzycki uczył się i trenował łącznie przez dwa i pół roku. Zaczynał naukę jeszcze jako piłkarz Swornicy, a podczas ostatniego roku łączył ją ponownie z występami w 3-ligowym klubie.

Rozdział 2: Ruch Zdzieszowice

W 2014 roku rozpoczęła się kilkuletnia przygoda Konrada z Ruchem Zdzieszowice. Za jego sprowadzeniem do klubu stał trener Łukasz Rogacewicz.

- Szukaliśmy wtedy młodych, perspektywicznych zawodników z Opolszczyzny – komentuje Rogacewicz. – Konrad wszedł do drużyny bez kompleksów. Właściwie od razu pokazał, że może być jej wzmocnieniem.

Podczas pięciu lat gry dla Ruchu nie zawsze jednak Kostrzycki miał pewne miejsce w wyjściowym składzie. Znów musiał twardo walczyć o swoje. I ponownie wiele się przy tym nauczył.

- Miałem dwóch trenerów, Adama Noconia i Łukasza Ganowicza, którzy byli środkowymi obrońcami, więc siłą rzeczy mocno zwracali w moim przypadku uwagę na poprawę gry w defensywie – wspomina Kostrzycki.

- Wysoki zawodnik powszechnie kojarzy się z dobrą grą głową, a na początku w przypadku Konrada paradoksalnie wcale nie był to szczególny atut – opowiada Ganowicz. - Dzięki swojej pracowitości i inteligencji poprawił jednak ten element na tyle, że w ostatnim roku naszej pracy nie pamiętam, czy kiedykolwiek przegrał pojedynek główkowy. Jednocześnie bardzo mocno rozwinął się fizycznie i motorycznie, dzięki czemu stał się trudny do ogrania w sytuacjach jeden na jeden. Nie była to tylko zasługa nas – trenerów, ale również indywidualnej pracy wykonywanej przez Konrada.

- Jego aktywność fizyczna zdecydowanie nie ograniczała się tylko do boiska – potwierdza Rogacewicz. - Za moich czasów zwykle zostawał on po treningach, by popracować z gumami bądź na macie. Wraz z kilkoma kolegami ćwiczył również dodatkowo stałe fragmenty gry. Co równie ważne, dobrze prowadził się też poza boiskiem. Przypomina łagodnego olbrzyma, bo jest osobą bardzo sympatyczną, koleżeńską i pomocną. Praktycznie od razu został przez drużynę kupiony.

- Wykonując dodatkowe treningi nie zakładałem, że ich następstwem musi być jakiś konkretny transfer – zaznacza piłkarz. – Robiłem je generalnie dla siebie, a kolejne rzeczy wydarzyły się niejako samoistnie. Jeśli zaś chodzi o grę głową, rzeczywiście nigdy nie była to moja szczególnie mocna strona. Dziś w defensywie raczej spełniam już pod tym względem swoją rolę, ale zdobytych w ten sposób bramek wciąż mam mało. Mam zatem duży margines do poprawy.

Postępy Kostrzyckiego po przenosinach do Ruchu cały czas bacznie śledził też trener Berbelicki. Co więcej, obaj mieszkali niedaleko siebie na opolskim Zaodrzu, co pozwalało szkoleniowcowi czynić dodatkowe obserwacje.

- Kiedy Konrad grał w Ruchu, czasami raz czy dwa w tygodniu widywałem, jak indywidualnie biegał. Zdarzało mi się go również spotykać o wczesnych godzinach porannych w siłowni – podkreśla Berbelicki. – Choć w klubie ze Zdzieszowic przeżywał różne momenty, widząc między innymi te obrazki czułem, że może to dla niego zaowocować czymś bardzo pozytywnym. Tak się też stało - po ponad pięciu latach spędzonych w Ruchu trafił do 1-ligowej Odry Opole. Musiał się wykazać ogromną determinacją, by do tego doszło. Nieczęsto zdarza się, by piłkarze z 3-ligowego poziomu przez tyle lat potrafili tak ciężko nad sobą pracować i wierzyć, że w końcu nadejdzie ich prawdziwa szansa.

Kostrzycki został graczem Odry zimą 2020 roku. Pierwotnie miał zostać jeszcze na pół roku ponownie wypożyczony do Ruchu, ale podczas obozu w Grodzisku Wielkopolskim na tyle przekonał do siebie sztab szkoleniowy opolan, że został w zespole już na dobre.

- Myślałem, że Konrad nawet nieco szybciej zagra wyżej niż w 3 lidze – wyjaśnia Rogacewicz. – Być może wcześniej nie rzucał się w oczy z powodu swojej łagodnej natury. Ale jeśli ktoś postawiłby na niego na szczeblu centralnym, raczej by nie żałował. Od zawsze widziałam u niego papiery na duże granie.

- Moim zdaniem Konrad trafił do Odry w optymalnym momencie – uważa z kolei Ganowicz. – Jako piłkarz Ruchu zebrał dużo doświadczenia w naprawdę mocnej grupie 3 ligi, gdzie często mierzyliśmy się z rezerwami ekstraklasowych klubów, które były naszpikowane zawodnikami pierwszej drużyny. Tym samym pod większością względów Konrad od razu po dołączeniu do Odry był gotowy do rywalizacji w Fortuna 1 Lidze. Musiał tam przyswoić jedynie pewne nowe założenia taktyczne, ale z jego inteligencją przychodzi mu to znacznie szybciej niż wielu innym zawodnikom.

Rozdział 3: Odra Opole

W obecnym sezonie Kostrzycki jest jednym z kluczowych zawodników Odry. Aż 14 z 18 ligowych spotkań rozpoczynał w wyjściowym składzie, spędzając na boisku łącznie aż 1215 minut. Na tak duże zaufanie wcześniej jednak musiał sobie solidnie zapracować.

- Początki nie były łatwe, a szczególnie poprzedni sezon był dla mnie znacznie mniej udany – tłumaczy Kostrzycki. – Taka sytuacja na pewno jednak hartuje. Staram się nie komentować decyzji trenera, bo to on dokonuje wyborów, a ja muszę je uszanować. Wiadomo, że wewnętrznie czasem na pewne rzeczy zdarzało mi się ponarzekać, ale nigdy nie wyciągałem tych spraw w szatni. Nie powinny one bowiem wpływać na resztę drużyny.

Jeszcze w pierwszej połowie 2021 roku zdarzało się, że obecnie 26-letniego obrońcę oglądaliśmy w meczach rezerw Odry, występujących w BS Leśnica 4 Lidze Opolskiej. Tam po raz kolejny spotkał się z trenerem Berbelickim.

- Nawet po występach Konrada w 4 lidze miewałem do niego drobne pretensje czy pewne uwagi. Nigdy, ale to absolutnie nigdy nie doświadczyłem jednak jakiegokolwiek nietaktownego zachowania z jego strony – podkreśla Berbelicki. – Przyjmował je z klasą, a jeżeli coś odpowiadał, to wywiązywała się konstruktywna dyskusja, która absolutnie nikogo nie uraziła.

- Naszej drugiej drużyny nie traktuję jako typowych rezerw – wyjaśnia Piotr Plewnia, trener Odry. – Obok ogrywania młodzieży, służy ona łapaniu rytmu meczowego przez zawodników pierwszego zespołu, którzy wracają po kontuzjach bądź w danym momencie są po prostu rzadziej wykorzystywani w 1 lidze. Oczywiście nie jest łatwo zejść niżej i utrzymać wysoki poziom oraz należytą koncentrację, ale pod tym względem z Konradem nie było kłopotów. Zresztą też nigdy nie zauważyłem, by głośno narzekał on na swoje położenie w klubie.

- Występy w rezerwach nie należały do przyjemności, ale traktowałem je jako część swoich obowiązków – opowiada Kostrzycki. – Nie byłem tam kierowany za karę, tylko taki ruch miał konkretny cel. Podchodziłem więc do niego z pokorą. Pomogło mi to utrzymać rytm meczowy i potem czułem się pewniej, kiedy musiałem wspomóc pierwszy zespół przy serii kontuzji.

Co zatem sprawiło, że w ciągu kilku miesięcy stał się tak ważną postacią Odry?

- Przede wszystkim Konrad zyskał pewność siebie – mówi Plewnia. – Dość długo czekał na swoją szansę, ale był bardzo cierpliwy i w chwili próby sprostał wyzwaniu. Bardzo dobrze rozumie naszą grę i czasami to my, trenerzy, dostajemy od niego dużo uwag bezpośrednio z boiska. Sporo rozmawiamy między sobą na temat taktyki. Konrad nie ma żadnych problemów z jej rozumieniem. Porusza się bardzo inteligentnie, dużo widzi, rzadko popełnia błędy.

- Taktyka nie jest moim szczególnym konikiem, raczej traktuję ją jako część pracy – wyznaje Kostrzycki. – Nie należę do zawodników, którzy poza treningami oglądają po kilka meczów dziennie. Czasami mam ochotę oczywiście obejrzeć spotkanie pod kątem tego, jak w danych sytuacjach boiskowych zachowują się piłkarze na wyższym poziomie. Są jednak i takie okresy, że właściwie nie oglądam piłki nożnej w telewizji, jedynie przeglądając wyniki w internecie.

Piłkarskie marzenia defensora Odry nie ograniczają się oczywiście do Fortuna 1 Ligi. Nauczony dotychczasowymi sportowymi doświadczeniami twardo jednak stąpa po ziemi. Trenerzy, którzy prowadzili go w przeszłości, wierzą natomiast, że w przyszłości ujrzymy Konrada grającego na jeszcze wyższym szczeblu.

- Dajmy Konradowi szansę. Na pewnym etapie kariery ważnym czynnikiem jest szczęście, jakiś jeden mecz, który spowoduje, że otworzą się przed nim nowe możliwości – podsumowuje Wojciech Lasota. – A może w PKO Ekstraklasie zadebiutuje w barwach Odry Opole. To byłby dla nas wszystkich idealny scenariusz.

- Myślę, że w PKO Ekstraklasie na pozycji stopera nie grają lepsi zawodnicy od Konrada – puentuje Łukasz Ganowicz. – Na swoim przykładzie widziałem, że kiedy jako piłkarz trafiałem do lepszych klubów, to automatycznie podnosiły się i moje umiejętności. Skoro Konrad płynnie przeszedł z 3 do 1 ligi, to gdyby teraz ktoś dał mu szansę w najwyższej klasie rozgrywkowej, również by się dostosował do jej poziomu. Co więcej, dzięki swoim warunkom fizycznym i inteligencji mógłby stać się podstawowym zawodnikiem każdej drużyny.

- Bardzo mi miło słyszeć takie słowa. Żebym mógł jednak się zgodzić z tą opinią, musiałbym nie tylko trafić do PKO Ekstraklasy, ale i zagrać w niej przynajmniej kilkadziesiąt meczów. Na razie jestem w Odrze Opole i skupiam się na tym, co tu i teraz - kończy z charakterystyczną dla siebie skromnością Kostrzycki.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: Konrad Kostrzycki - łagodny olbrzym, który na Opolszczyźnie przeszedł drogę od Swornicy do Odry [SYLWETKA, ZDJĘCIA] - Nowa Trybuna Opolska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie